Pokazywanie postów oznaczonych etykietą exfabula. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą exfabula. Pokaż wszystkie posty

Wybieg dla dzików (2014), czyli po drugiej stronie koryta


Dziki są fajne. Koniec, kropka.
Kiedy byłem małym chłopcem (nie, to nie piosenka), moją ulubioną zabawką była poobijana, plastikowa figurka dzika, którą wszędzie ze sobą nosiłem. Może jakiś przerzut z Króla Lwa, gdzie najbardziej lubiłem Pumbę, nie wiem. W każdym razie, bardzo chciałem zobaczyć prawdziwego dzika. Więc przy najbliższej okazji, gdy byliśmy z rodziną w zoo, pobiegłem od razu na wybieg dla naszych mniejszych braci z gatunku Sus scrofa, a tam zobaczyłem tylko... to samo, co w opowiadaniu. To, co dzieje się później to już zmyślenie, przekłamanie i proszę nie wierzyć autorowi.

Historia przypomniała mi się w dziwny sposób, gdy czytałem jakieś surrealistyczne opowiadanie o ojcu, który zabiera córkę do zoologicznego, żeby kupić jej wieloryba. Autor (D. Harlan Wilson) cisnął jednym absurdem za drugim w zasadzie przez cały zbiór, nie zważając na żaden sens, porządek czy konkluzję; po prostu - ciąg dziwacznych zdarzeń.
Ja także, dla odmiany, chciałem napisać coś, co nie ma jasno ustalonego sensu. Ktoś widzi w tej historii jakieś głębsze przesłanie? Proszę bardzo, nie zabraniam. Ale z założenia nie ma tu żadnych wielkich idei. Coś się dzieje i nawet sam autor (ja) nie ma pojęcia, dlaczego.

A zatem niech się dzieje, czy jak mówią starzy radżowie: Show must go on!

Link do opowiadania (pdf)
(Wszystkie prawa zastrzeżone)


Marzenie ściętej głowy (2014), czyli ubezwłasnogłowienie


Ach, stare dobre ścinanie głowy. Gdzie tego nie było? W Mistrzu i Małgorzacie na Patriarszych Prudach tramwaj bez pardonu hulnął i odebrał głowę. Królowa Kier w Alicji zrobiła sobie z tego najlepszą rozrywkę. Za rewolucji francuskiej zbuntowane głowy toczyły się w dół ulic i grały ludźmi w kręgle (true story).
Nawet w herbie mojego miasta - Głowna - jest odcięty łeb na talerzu. Jakże uroczo.

No to i ja pokusiłem się o literackie spojrzenie na ów popularny temat. Pomysł jest jednym ze starszych, w wielkim ciągu notatek i zalążków fabuły plasował się niemalże na początku. Nie wiedziałem jedynie, czy ugryźć go na poważnie, czy raczej z humorem. W pisaniu wyszło samo - komizm krył się za podszewką i tylko czekał, kiedy wychylił swój rozczochrany łeb. No to chwyciłem komizm za kudły. Wyszła z tego odcięta głowa.

Zapraszam do lektury :)

Link do opowiadania (pdf)
(Wszystkie prawa zastrzeżone)

Najlepszy przyjaciel człowieka (2014), czyli nie taka znowu pieska przyszłość


Któż z nas nie zastanawiał się nad odwieczną zagadką z dzieciństwa? Komu nie spędzała ona snu z powiek?
Goofy i Pluto.
Pluto i Goofy.
Niby dwa psy, a jednak - jeden mieszka w budzie i chodzi na smyczy, podczas gdy drugi beztrosko jeździ sobie autem i gra z Mickey'em w golfa.
Wydaje się to co najmniej nie fair, żeby jeden był tylko zwierzątkiem domowym, drugi zaś - przyjacielem. Mnie to nurtowało. Społeczno-literacko. Dlatego jakiś czas temu wymyśliłem to opowiadanie - "Najlepszy przyjaciel człowieka". Ostatnio zaś, specjalnie pod akcję Lato dowcipem pisane na portalu Ex Fabula, zebrałem się w końcu, żeby je napisać.

Pomysł zwierząt na wyższym szczeblu ewolucji poznałem za sprawą serii powieści Uplift Davida Brina, choć oczywiście sama idea jest znacznie starsza (sięga, chociażby, Wyspy doctora Moreau H.G. Wellsa). Chodzi o całkiem prosty w teorii zabieg "podwyższenia" ewolucyjnego istot niższych rozwojem przez istoty wyższe rozwojem. W 2001: Odysei kosmicznej służył do tego przesławny monolit.
W literaturze terminy na to są różne: prowolucja, wymuszona ewolucja, Progresja; sam swego czasu, na potrzeby innego świata sci-fi, wymyśliłem Pluśnięcie (ze względu na dodatni biegun - Plus - naturalnego rozwoju oraz późniejszą łatwość nazewniczą, np. Delfin-Plus). "Uplift" Brina przetłumaczono jako "Wspomaganie", jak dla mnie nieco oszczędnie jeśli chodzi o znaczenia.
Tutaj, w tej krótkiej, humorystycznej opowieści, zdecydowałem się na jasne i proste "Uczłowieczenie".
(Przy okazji, wg Brina, pierwsze w kolejce do potencjalnego "upliftu" są delfiny i szympansy).

I właśnie w świecie pełnym takich Uczłowieczonych zwierząt, prześladowanych, walczących do tego o swoje prawa, dzieje się akcja opowiadania. Z humorem, morałem i reflesją.

Zapraszam do lektury :)

Link do opowiadania (pdf)
(Wszystkie prawa zastrzeżone)

Easter egg / Slasher squad (2014), czyli koszmar w wydaniu perpetuum mobile


Trzecie opowiadanie ukazujące się na znakomitym portalu Ex Fabula traktuje o grupie ludzi, którzy utknęli w symulowanej grze z gatunku survival horror. Złośliwy bug nie pozwala im jej opuścić, zapętlając rozgrywkę w kolejne cykle koszmaru i powolnego zjazdu z szaleństwo.

Pomysł z początku nie posiadał tytułu jako takiego. Później wymyśliłem mu "Easter egg" - po tych uroczych niespodziankach, jakie czasem pojawiają się w grach - a później w procesie redakcyjnym doszedł kolejny, równie adekwatny - "Slasher squad". W związku z tym oficjalnie znalazły się oba, co tworzy mocno brzmiącą sekwencję Easter Egg Slasher Squad - prawie jak: Fearless Vampire Killers albo Scoobie-Doo i... a nie, to akurat zły przykład :)

Scena z "bezzębnym starcem na stacji benzynowej" przyszła mi do głowy podczas oglądania Domu w głębi lasu (2012), horroru zewsząd krytykowanego, ale w mojej opinii - wspaniałego, przynajmniej w dekonstruowaniu stereotypów i konwencji slasherów. Wspomniany film nie kryje się wcale z tym, że korzysta z popularnych motywów, a przy tym ukazuje pełną gamę klasycznych horrorowych morderców - coś, co zawarłem również w swoim opowiadaniu.

Kadr z "Domu w głębi lasu" (2012)

Styl narracji wyszedł mi przy tym mocno eksperymentalny - zazwyczaj lubię uwić sobie gniazdko w punkcie widzenia jednego bohatera i z jego lub jej perspektywy przedstawiać świat. Tutaj jest nieco awangardowo, kolektywnie, z dużą dawką ironii i z przekleństwami. Ale wyszło, uważam, wspaniale.

Zapraszam do lektury :)

Link do opowiadania (pdf)
(Wszystkie prawa zastrzeżone)

.
.
.
(czi, czi, czi... ha, ha, ha...)

Antologia "Toystories" (2014), cz. 1/2


Ucieszyłem się jak dziecko, gdy przyszła do mnie pocztą najnowsza antologia wydawnictwa Morpho, "Toystories", także z moim udziałem. I całkiem słusznie, że tak zrobiłem, bo zbiór ten okazał się literackim placem zabaw, na którym bawią się zarówno autorzy, jak i czytelnicy i nikt sobie nie zabiera łopatek. Mimo że powtarzają się niektóre motywy (misie i lalki, widocznie, są ulubionymi zabawkami wszystkich pokoleń), każde opowiadanie tworzy oddzielny świat z własnymi regułami rządzącymi tym, czy "toysy" faktycznie potrafią opowiadać "stories" i co z tego wynika.

Mroczna i niepokojąca ilustracja na okładce (powyżej) również bardzo przypadła do gustu temu dziecku we mnie. Znajdujące się przy każdym opowiadaniu szkice mają co prawda rozpiętość od krzywej bazgraniny po anatomiczne studium ludzkiej twarzy, jednak ten przy moim opowiadaniu (po lewej) jest akurat bardzo trafny.

Jako że jestem zwolennikiem sprawiedliwego oceniania, chciałbym teraz o każdym z opowiadań nabazgrać parę zdanek. Krytyka źle leży mi na wątrobie i dlatego sam powstrzymuję się od ostrych słów, ale co najlepsze w tym zbiorze opowiadań - tym razem nie muszę się specjalnie powstrzymywać, bo i słów krytycznych nie znajduję ;)

A zatem po kolei:

Marek Zychla, Ostatnia sipka węgla
W opowiadaniu otwierającym zbiorek ojciec rodziny za symboliczną "dychę" kupuje od starowinki z bazaru zabawki dla swojej córki - najpierw lalkę, a potem puzzle z Myszką Miki. Układany wizerunek Myszowatego zaczyna jednak ożywać...
Z początku nie zrozumiałem przesłania tego utworu. Ale gdy wreszcie dotarło, to pokiwałem z szacunkiem głową. Opowiadanie ciekawie operuje archetypami i pokazuje świat, w którym niektóre z nich - dziecięca radość, kobiece piękno - nagle znikają z perspektywy. Mocne otwarcie.
Cytat:
- Cześć, przystojniaczku - zagadnęła, przygryzając długie paznokcie. - Nie chciałbyś się ze mną trochę zabawić?
Mężczyzna z wrażenia aż zachłysnął się śliną. Nikt nigdy nie nazwał go przystojniakiem. Nawet matka nie wykazała się takim poczuciem humoru.

Kacper Kotulak, Full Plastic Jacket
Oddział polistyrenowych żołnierzyków zapomnianych na Strychu podejmuje walkę z klockami LEGO, które zajęły ich miejsce w dziecięcym pokoju zabaw.
To opowiadanie zdecydowanie najbardziej przypomina mi klimatem "Toy Story" - te akcje desantowe w koniku na biegunach, fizyczne ograniczenia wynikające z bycia zabawką. Plastikowy pułkownik Courage również cieszy jako bardzo "ludzka" postać, zazdrosna o pozycję drugiego z dowódców. Ostatecznie, największy konflikt trwa między "swoimi" a nie z wrogami.
Cytat:
- Obiekt "TATA". Wychodząc spod prysznica, nadepnął bosą stopą na ośmiowypustkową cegiełkę przeciwpiechotną.
- Ośmiowypustkową - pułkownik mruknął z zadowoleniem. - Taak... po takim czymś na pewno zabiorą te przeklęte, duńskie klocki. Przynajmniej na tydzień. Wspaniały sukces.

Juliusz Wojciechowicz, Ostatni prezent
Zaniedbany przez rodziców chłopczyk, zamiast chwilą uwagi karmiony prezentami, lepi sobie z plasteliny nową rodzinę i rozpoczyna z nimi śmiertelną zabawę.
Opowiadanie ukazuje ciekawe symulakrum rzeczywistości: zabawkowy śmigłowiec staje się prawdziwy, prawdziwy z powrotem zmienia się w zabawkę. Porusza niezwykle szczegółowy opis tragicznego wypadku, otwartych złamań kości, uwięzienia w pogiętym wraku. Utwór poruszający, smutny, a jednak przy końcu - satysfakcjonujący.
Cytat:
Gdyby tylko wiedział, że jego własny syn, opływający we wszystko, o czym dziecko może marzyć, ulepił sobie rodzinę z plasteliny - tatę, mamę, wujka Roba, a nawet samego siebie - i bawi się nimi do upadłego, wyobrażając sobie, że naprawdę jeżdżą razem sterowanymi autami, obsługują dźwig budowlany, pływają kolorowym jachtem po wzburzonych falach domowego jacuzzi.

Adam Froń, ...i zaszło słońce Mattela
... i obudził się miś na wysypisku i zaprowadzono go do azylu zabawek, którym przewodził Wielebny Wielkiego Mattela. A tam wmieszano go w zamach stanu.
Utwór w klimacie nieco post-apokaliptycznym, a na pewno post-industrialnym ze względu na wysypisko śmieci. Zwracają uwagę wtrącane co jakiś czas fragmenty religijnej księgi, dodające wszystkiemu głębi. Mattel, producent zabawek, jest tu symbolem boga nowego świata, w którym brak ludzi, a dusze - według jednej z teorii - zamieszkują Przebudzone zabawki. Bardzo szczegółowe w przedstawieniu świata, może nieco chaotyczne przy końcu.
Cytat:
- Jest na to bardzo proste wyjaśnienie - głos Wielebnego znowu zdawał się dobiegać zza oceanów wypełnionych spokojem. - "A oto stanął Wielebny przed obliczem Mattela i wskazał na swój kikut, a Mattel dał mu nową rękę. I wskazał Wielebny swoją szczękę i dostał od Mattela nowe zęby. Następnie wskazał swój oczodół, a Mattel ulitował się i dał mu oko (...)"
(Czyli chyba ktoś czytał "Trzy stygmaty Palmera Eldritcha" ;))

Tak mi się skojarzyło
Sylwia Błach, Bogowie w szachy grają
Tytuł w zasadzie mówi wszystko. Zeus budzi się na kacu w nieznanym miejscu i wspomina, jak pił wódkę z Majem (chyba jednym z tych od kalendarza), a pilnujący świata cyklop przysypia w Centrum Dowodzenia Ziemią.
Niezwykle przypadło mi do gustu przedstawienie Ziemi jako maszyny działającej na autopilocie w chwilach, gdy na jej planszy nie grają bogowie oraz bóstw jako istot zamieszkujących Planetę Bogów. Trochę brakuje jednolitego napięcia - dostajemy je na raz, pod koniec - sama wizja jednakże na duży plus.
Cytat:
Były tam też dwa przyciski. Czarny - od zasilania, wciśnięty odkąd powstał świat. Obok zielony z napisem "autopilot", także zwykle wciśnięty. Czasem tylko któryś z Bogów przychodził tu sobie na małą partyjkę...
Zdarzało się, że Hades wyzywał Jezusa lub Prometeusz grał z Magiem. Wtedy na Ziemi działy się dziwne rzeczy, dochodziło do wojen lub obserwowano wyż demograficzny. Na ogół jednak ludzie żyli po swojemu.


Michał Stonawski, Lalka
Podczas zabawy, dziewczynki urządzają sobie szpital dla lalek, od zastrzyków aż do szeroko zakrojonych amputacji. Takie leczenie nie do końca podoba się samym zabawkom...
Ruszające się z własnej woli lalki to strach, który gdzieś tam głęboko tkwi w każdym z nas. Tworzymy je w końcu na nasz obraz i podobieństwo. Autor tworzy klimat zagrożenia już od pierwszych akapitów, opisując deszcz jako swego rodzaju monstrum. Mimo że ideą jest proste "nie rób drugiemu, co tobie niemiłe", utwór zapada w pamięć.
Cytat:
- Pani Małgosiu, proszę mi pomóc! - zawołała, jednocześnie szarpiąc pacjentką.
- Wyrywa się! Wyrywa! Proszę pani, niech się pani uspokoi!
Lalka nie chciała.
Madzia jedną ręką pomogła przytrzymać histeryczkę, a drugą wbiła igłę i nacisnęła tłok. Obie uśmiechnęły się radośnie.

Grzegorz Gajek, Arte factum
Grupa rozpoznawcza na (planecie? planie? w wymiarze?) pełnym wrogich jaszczurów dostaje w swoje ręce ważny dla naukowców artefakt podobny do pozytywki. Nieprzewidziane anomalie przenoszą ich do labiryntu.
Jest coś takiego, co nazywa się steep learning curve a co ja przełożyłem sobie na poręczny skrót DINO: Dużo Ilości Naraz Obcości. Opowiadanie przytłacza nieco tą obcością, terminologią, technologią, innymi wymiarami, Sferą. Nie wiadomo, co jest czym. Jak rozumiem jest to jednak część większego świata tworzonego przez G.G., więc może należałoby po prostu przeczytać więcej. Tak czy inaczej, występują tu barwne postacie, sceny walki uzupełniają całą antologię o odpowiednią dawkę akcji, a końcowy zwrot fabularny pozwala zapomnieć, że znajdujemy się w miejscu nieznanym.
Cytat:
Sewerus nałożył rękawicę i ostrożnie dotknął krawędzi puzderka, sprawdzając, czy nie da się go otworzyć. Wystarczyło delikatne pchnięcie i wieczko uniosło się, ukazując fantastyczny mechanizm. Setki filigranowych zębatek wprawiały w ruch mikrokosmos błyszczących gwiazd, planet, znaków zodiaku; w zakamarkach puzderka zaczęły pojawiać się twarze, które mogłyby się zmieścić na główce szpilki.

Jędrzej Feranos Bargłowski, Miś
Tytułowy miś z półki sklepowej trafia w ręce ukochanej Anitki, która znosić musi ciągłe złośliwości "złej macochy" i potulność ojca. Gdy dom nawiedza tragedia, miś mści się na złoczyńcach w imię walki z potworami.
Opowiadanie ciekawie prowadzi czytelnika za rączkę od niemal melancholijnego klimatu sklepu z zabawkami do kończącej wszystko krwawej masakry misiem pluszowym. Jest mocno, jest brutalnie, posoka się leje, a jednocześnie smutno smutkiem bardzo życiowym. Dobre do poduszki, choć niekoniecznie żeby potem jeszcze pospać.
Cytat:
- Wszystkiego najlepszego - rzuca beznamiętnie Żmija i ciska mną w Anitkę.
Plastikowe pudełko odbija się od dziewczynki, a ja po raz kolejny zaliczam bolesny upadek. Po chwili jednak widzę uśmiech na twarzy patrzącego na mnie dziecka.
- Nazwę cię... - mówi i widzę, że intensywnie myśli. Kieruje wzrok ku górze i zastanawia się. - Misio!

Drugi rzut opowiadań - niedługo!

Edit:
Ciąg dalszy

Bibliofilia (2014), czyli X-owanie akapitów*


To już mój drugi tekst, który ukazuje się na Ex Fabula, tym razem w serii szortów o tematyce miłosno-randkowo-walentynkowej. To zawsze ciekawa rzecz organizować takie seryjne publikacje na jeden temat, gdyż każdy autor podchodzi do tego na swój własny sposób. Temat niby wyczerpany, niby oklepany, niby nieświeży, a tu niespodzianka! Zawsze coś nowego i oryginalnego się może pojawić. Polecam więc również gorąco teksty, które się do tej pory ukazały na portalu.

Co do mojego krótkiego opowiadania, to zawsze chciałem się zabrać za taką porządną miłosną scenę przy okazji któregoś z tekstów, ale okazja się jakoś nie pojawiała. Wciąż siedzi mi w pamięci moja ulubiona scena z "Miód z moich żył" Rafała W. Orkana (z antologii "Kochali się że strach" i później z "Głową w mur") - to taki mój niedościgniony wzór, scena i piękna, i erotyczna. U mnie oczywiście nie ma jakiejś takiej klasycznej scenki seksu, ale możliwość operowania i bawienia się metaforami czy niedomówieniami bardzo mi się spodobała. Świetnie się myślało nad tym, co może wywołać nieprzystojne skojarzenia, jeśli chodzi o książkę.

Bo w końcu książka - tak jak łódź, gitara czy auto - to zawsze jest ONA :)

Zapraszam serdecznie do lektury:

Link do opowiadania (pdf)
(Wszystkie prawa zastrzeżone)

--------
* "X-owanie akapitów" zapożyczone z tytułu opowiadania Edgara Allana Poe - "X-ing a Paragrab".

Coś strasznego (2013), czyli dialog świąteczny


Na Ex Fabula, w serii świątecznych szortów (wszystkie, jak na razie, na wysokim poziomie, czytałem własnymi osobistymi oczami) pojawiło się także moje opowiadanie-dialog. Powstało w zasadzie na żywo, kiedy z nudów (i z braku laptopa, bo zalany ów herbatą zieloną tkwił wtedy uparcie w serwisie) zacząłem coś pisać na kartce.

Dialogi tego typu pisałem kiedyś do mojej bardzo ambitnej, młodzieńczej próby powieściowej, która była czymś w rodzaju "epistolarnej fantasy". Były listy, pamiętniki, kroniki i transkrypty rozmów. Wtedy to rozmawiali głównie iluzjoniści, którzy spotkali się na konwencie (magii nie było, tylko iluzje optyczne), w każdym razie forma ta nie była mi obca. No to machnąłem. I cieszę się, że się pojawiło, bo z portalem współpracuje się bardzo dobrze (przypominam, że wysiłkiem Ex Fabula ukaże się antologia "Toystories" także z moim udziałem).

A tymczasem zapraszam do lektury, świątecznie i strasznie... no, trochę :)

Link do opowiadania (pdf)
(Wszelkie prawa zastrzeżone)

Ogłoszenia drobne

1. Z konkursu Littera Scripta dotarła do mnie wreszcie ostatnia część nagrody, czyli audiobook nagrany na podstawie opowiadania "Dzieci atomu". Jak wiadomo nie ma rzeczy idealnych, więc i do tego należy podejść z pewną dozą ostrożnej krytyki. Lektor często potyka się na nazwach angielskich i jako studenta anglistyki (i istotę ludzką) mierzi mnie to niepomiernie, ale muszę przyznać, że ogólnie wie, co robi. Podoba mi się zwłaszcza modulowanie głosu w dialogach. Całokształt wykonania to takie 3+/4- dla mnie jako autora. Ale słucha się tego przyzwoicie, więc czego chcieć więcej?

Mp3 do ściągnięcia:
https://www.dropbox.com/s/k49adgw7xxqsof2/Dzieci%20atomu%20-%20KM.mp3

Do posłuchania na YouTube:



Tekst do śledzenia jakby co: https://docs.google.com/file/d/0B9j0zbcnth8SeTFIaTZUZXlPcHM/edit?usp=sharing

2. Kroi się również udział w jednej papierowej antologii. Ale na razie ćśśś... bo sprawa dopiero się rozwija ;)

3. A tymczasem zachęcam do obserwowania Ostatniego Dnia Pary, gdyż premiera e-antologii zbliża się wielkimi krokami. A to co?! Czyżby moja "Apokanibalipsa"? :P Dowiemy się już wkrótce.

Czasokrążca (2013), czyli ponadczasowy interes


Krótkie opowiadanie o podróżach w czasie, które zdobyło 3. miejsce w konkursie Zamojskich Spotkań z Fantastyką. Miało się pojawić w jakiejś lokalnej gazetce, ale widzę, że jak zawsze są z tym problemy, więc wstawiam tu na własną rękę.
Podobny motyw z pukającym do drzwi podróżnikiem w czasie pojawił się w znakomitym "Wezwaniu do naprawy" Philipa K. Dicka; z tym, że tam nie był to akwizytor.

BTW, ciekawi mnie to, jak naturalną reakcją obronną na widok komiwojażera na progu jest zatrzaśnięcie mu drzwi przed nosem - taki odruch bezwarunkowy. Z góry zakładamy, że ci ludzie chcą nas po prostu naciągnąć. I w 99,99% przypadków pewnie tak jest. Taka praca.
Ale co, jeśli ten jeden raz na dziesięć tysięcy jest zupełnie inaczej?

Zapraszam do lektury :)

Link do opowiadania (pdf)
(Wszystkie prawa zastrzeżone)