Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2014. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2014. Pokaż wszystkie posty

Świt martwych linków


Zauważyłem już jakiś czas temu, że kilka linków do opowiadań, które kiedyś były dostępne na różnych portalach, to - krótko mówiąc - umarlaki. Pożyczyłem więc aparaturę od doktora Frankensteina, rozpyliłem 2-4-5 Trioxin, odczekałem trzy dni i udało mi się wskrzesić te zaginione teksty. Są to co prawda tylko PDF-y, ale jak ktoś ciekaw i głodny lektury, to format mu niestraszny. Opowiadania i tak są z tych krótkich i pochodzą z lat 2013-2014.

Poniżej lista dostępnych zombiaków, niektórych nawet lekko podreperowanych:


Czasokrążca. Science fiction. O akwizytorze wędrującym przez czas, który pomaga ludziom w okresie zagłady. Za drobną opłatą.

Coś strasznego. Humorystyczny dialog. Grupa wydawców pisma z gatunku horroru dyskutuje nad specjalnym wydaniem świątecznym.

Bibliofilia. Romans. O tym, że można kochać książki za mocno.

Easter egg. Cyberpunk/horror. O grupce przyjaciół, którzy utknęli w symulowanej grze z gatunku survival horror i o tym, że prawdziwy strach to powtarzanie tych samych czynności po wieczność.

Najlepszy przyjaciel człowieka. Science fiction. Inteligentny, cywilizowany pies spotyka mężczyznę, który trzyma psa jako zwierzę. Co może pójść nie tak?

Marzenie ściętej głowy. Fantasy. Król musi spełnić Ostatnie Życzenie skazańca. Czym ono będzie?

Wybieg dla dzików. Bizarro. O chłopcu, który chciał zobaczyć dzika, a dostał gówno. Pół-autobiograficzne.


Kto chętny, zapraszam do lektury! :)

Moja dziewczyna hoduje wyspy (2015), czyli słowo o kępach i zaratanach


Rzadko się zdarza, że pierwszym, co wymyślę do opowiadania jest tytuł - a już zwłaszcza wskutek zmywania. Ale tak właśnie było z "Moja dziewczyna hoduje wyspy", opowiadaniem na pograniczu romansu i bizarro (bizarromans!), z irlandzko-angielską problematyką w tle, które ukazało się w niedobroliterkowej antologii Bizarro dla zaawansowanych.
Pamiętam właśnie to: że zmywałem akurat naczynia (a wiadomo, co na ten temat mówi Agatha Christie) i nuciłem przy okazji pod nosem mało znane coś, co nazywa się "This Place Is Violent" równie mało znanego zespołu Crooked Necks. Ale i we mnie, jak u Dame Christie, rodziły się już myśli o zabójstwie z użyciem niebezpiecznej sosjerki, więc z nudów przeinaczałem sobie w głowie refren utworu, aż w końcu wyszło mi z tego "This Place Breeds Islands". Głupota. Przypadek. Mondegreen. Ale ćwiczenie umysłowe pomogło mi się zastanowić, jak można by, bizarrycznie rzecz biorąc, krzyżować, rozmnażać i hodować te wyspy. Wynikiem jest to opowiadanie.

Za samą formę podania i styl obwiniam Harukiego Murakamiego. Czytałem akurat którąś z jego powieści w ramach literackiego detoksu od smoków, robotów i innych cudów szeroko pojętej fantastyki i gdy zacząłem pisać, odrobina jego raczej prostej stylizacji, pozbawionej wydziwiania, rzetelnej, zaczęła się przesączać na karty. Zwłaszcza widać to na samym początku. Zaskakująco, spodobała mi się taka forma i mimo że tematyka i gatunek były jak najdalsze od mainstreamu, utrzymałem to do końca opowieści.
Tej dziwnej, dziwnej opowieści o hodowaniu wysp, która zaczyna się całkiem niewinnie.

O tak:

Moja dziewczyna hoduje wyspy
Kornel Mikołajczyk

Tamtej nocy, gdy zapytałem ją o hobby, kochaliśmy się wyłącznie ze strachu.
Któryś z trzeciofalowych odłamów IRA zdetonował bombę na dworcu przy Great Victoria Street dokładnie sześć minut po tym, jak odebrałem Islabelle z pociągu o 18:37. Celem ataku była najpewniej delegacja ministerstwa transportu z Londynu. Szczęśliwie, podobnie jak my dwoje, Anglicy uszli z życiem. Ucierpiały jedynie asfaltowa nawierzchnia peronu, plastikowy kosz na śmieci i metalowy dźwigar; a poza tym absolutne drobiazgi: dziesiątki bębenków usznych oraz nasz spokój ducha.

Jesień leśnych ludzi (2015), czyli mój przyjaciel drzewo


Opowiadanie fantasy, które ukazało się właśnie w Creatio Fantastica #48, musiało czekać na swoją szansę dobre pół roku. Wtedy to właśnie zostało wyróżnione w IV Ogólnopolskim Konkursie na Opowiadanie Fantasy im. Krystyny Kwiatkowskiej - tak zwane "zawsze coś". Ale w tekście tkwił jeszcze jakiś potencjał i nie zamierzałem zostawić go w tym stanie, więc po solidnej poprawce wysłałem go do publikacji. No i dobrze zrobiłem, bo został przyjęty.
W Creatio Fantastica, gwoli przypomnienia, publikowałem już kiedyś "Śpij, królewno, śpij": także nieco bajkowe fantasy.

"Jesień leśnych ludzi" jest o naturze - i o Matce Naturze, i o ludzkiej naturze: potrzebie rozwoju, podboju i zagarnięcia. Z jednej strony mamy pół-drzewiastych leśnych ludzi mieszkających w Dziewiczej Kniei, z drugiej tak zwanych "miastowych" z betonowego molocha, czyli Wielkiego Miasta. Pośrodku zaś - chłopca. W tej oto prostej formule próbowałem zawrzeć moje własne dziecięce obawy dotyczące rzeczy, o których dzisiaj już myślę niewiele: wycinka drzew, niszczenie natury, rozrastanie się miast... Podobnie jak mój bohater, większość dzieciństwa spędziłem bowiem w lasach, na spacerach, wspinając się na drzewa, goniąc za żabami, walcząc na patyki. Może nie non-stop, że aż policja musiała mnie szukać, ale konsekwentnie. A potem przyszła cywilizacja: telewizja, komputer... i jakoś zapomniałem o moich drzewiastych przyjaciołach. W try miga. Z prędkością złącza internetowego.
Jest tu trochę baśniowości, dużo fantasy, szczypta horroru. Zrezygnowałem z dialogów na rzecz szerszej impresji - i tak nie byłoby ich za dużo, a wytrącałyby z rytmu opowieści.
I tyle.

Zapraszam do lektury - przez drzwi do lasu ;)

Link do opowiadania (Creatio Fantastica #48)
(Wszystkie prawa zastrzeżone)



P.S.
A tak wyróżnienie odbierałem... ;)


Rozrusznik (2014), czyli jesteś zombiakiem


Pół-świadomy zombi-cyborg z rozrusznikiem serca. Można? Pewnie, że można, i to w drugoosobowej narracji!

Zorientowałem się jakiś czas temu, że po pliku z pomysłami mam porozrzucanych kilka takich dotyczących zombi, i to w różnych wydaniach. Najlepsza rzecz? Żaden pomysł nie opierał się na bezmyślnej rzezi umarlaków ani na przerobionych po stokroć dramatach przetrwania w świecie post-apokalipsy. Ot, nowe podejścia, z którymi się jeszcze nie zetknąłem. Najgorsza? Moda na zombi ma swoje przypływy i odpływy, więc nigdy nie wiadomo, czy warto pisać.
Niby nadal się pisze książki i wydaje filmy, a "The Walking Dead" dalekie jest od dead i walks w kolejny sezon, ale nie ma już tego parcia kulturowego, które się czuło aż do porzygu przed niespełna rokiem. W związku z tym za pomysły zabrałem się powoli i stopniowo, z pewną dozą ostrożności. Na pierwszy ogień poszedł "Rozrusznik".

Idea jest prosta, mam nadzieję. Skoro kontrolę nad ciałem nieumarłego przejmuje po śmierci wirus/bakteria/choroba/obcy w kapuście, co jeśli nasza ofiara nie jest tak do końca martwa? To znaczy umarła, ale się zresetowała, gdyż jest szczęśliwym posiadaczem nowoczesnego rozrusznika serca. Co wtedy?
Oczywiście ciało człowieka napędzane przez taki rozrusznik jest jednocześnie ciałem cyborga i tak właśnie potraktowałem to opowiadanie - od strony technicznej. Wszelkie myśli i pragnienia zastępują mechanizmy ruchu i "oprogramowanie", jak to w maszynie. Bo klasyczny, bezmyślny zombiak wiele ma wspólnego z programem wykonującym swoją podstawowe funkcję. I to mnie głównie ciekawiło w tej historii: ciało nieumarłe a ciało cyborgiczne.

Dodatkowo, w ramach eksperymentu, wprowadziłem narrację drugoosobową (czyli można bohater mówi do czytelnika na "ty"). Spotyka się to rzadko, ale nie jest w literaturze nieobecne. Myślę, że w świecie technikaliów sprawdza się jednak całkiem dobrze.
No, ale to już pozostawiam ocenie czytających...

Opowiadanie ukazało się na Horror Online, gdzie można je przeczytać, jak nazwa wskazuje, online:

Link do opowiadania (Horror Online)

A także w #50 numerze Grabarza Polskiego:

Link do opowiadania (Grabarz Polski #50, str. 147)

Opowiadanie zdobyło również wyróżnienie w tegorocznej edycji Świetlnego Pióra i można je przeczytać w formie pdf na stronie konkursu:

Link do opowiadania (pdf)


A dla zainteresowanych także w formacie EPUB:

Link do opowiadania (epub)
(Wszystkie prawa zastrzeżone)

Kac camel (2014), czyli spijanie wielbłąda


Ostatnio było o dzikach, teraz czas na wielbłądy!

Fakt, że nie istnieją jeszcze wielbłądy trójgarbne jest skandaliczny. Myślałby kto, że jak się skrzyżuje jedno- i dwugarbnego (czyli dromadera i baktriana), to coś się skumuluje w genach i bach! tak powstał nowy gatunek. Ale nie, geny tak nie działają, jak na złość. No, chyba że to bizarro.
Idąc dalej, dlaczego wielbłąd może składować w garbach wodę, a nie może wódy? Co by się stało, gdyby takiego porządnie opić, różnymi alkoholami świata? Zostałby mu w garbie wielki superdrink? Pewnie nie. Pewnie by zdechł, bidula. No, chyba że to bizarro.
I w końcu, w jaki sposób można by pogodzić dwie wielkie zwaśnione kultury - amerykańską i muzułmańską? Czy wysłać syna naftowego szejka na studia do Ameryki? Czy może zapoznać amerykańskich studentów-imprezowiczów z wielbłądem? A może i to, i to? To przecież nie może się udać! Nie uda się. No, ale to przecież bizarro.
O tym i o innych rzeczach traktuje moje nowe opowiadanie na Niedobrych Literkach - "Kac camel".

Mimo że utwór jest nastawiony raczej na absurdy i dziwactwa, starałem się też, żeby pozostały jakieś konkluzje po lekturze na temat - może nie naszych, ale jednak - problemów, które łatwo mogą stać się nasze. Nie próbowałem narzucać przy tym własnych opinii. Za słabo znam sprawę obecnie toczonych wojen, by się wypowiadać; nie rajcuje mnie rytualne ścinanie głów ani mordercze drony (no dobra, drony są spoko, ale też z nimi różnie bywa).
Żeby się lepiej identyfikować, bohater jest członkiem kultury nam bliskiej (a nie bliskowschodniej, he, he), ale i jego sposób życia pozostawia wiele do życzenia. Tak pod wieloma względami wyglądają relacje Ameryki z Bliskim Wschodem - pułapka między grzesznym konsumpcjonizmem a fanatyzmem religijnym. A najgorsze, że nie widać w tym wszystkim złotego środka - chyba że za złoto robiłoby "złoto pustyni": ropa.

No, ale dość tych dywagacji polityczno-religijnych. Najprościej po prostu przeczytać :)

Link do opowiadania (Niedobre Literki)
(Wszystkie prawa zastrzeżone)

SMSmeryzm #11


Małe co nieco dla spragnionych szybkiej lektury, czyli jedenaste, ostatnie w tym roku wydanie SMSmeryzmu! I jeśli w ciągu miesiąca nie dopiszę nic więcej, ostatnie w ogóle. Ale na to się raczej nie zanosi, bo tworzenie takich ultra-krótkich form to czysta przyjemność, mimo że czasem trzeba się nieźle natrudzić.
Z dłuższych rzeczy w zeszłym miesiącu ukazały się: "Kropka nad i" zarówno po polsku, jak i po angielsku jako "Dotting the Is" oraz autobiograficzno-dziwaczny króciak "Wybieg dla dzików".
Opowiadanie "Moja dziewczyna hoduje wyspy", chyba najlepsza rzecz, jaką udało mi się ostatnio wysmażyć, ma się ukazać w antologii Bizarro dla zaawansowanych. Jedno z moich opowiadań zdobyło również wyróżnienie w konkursie fantasy, ale jako że "w cenie" nie było żadnej publikacji postaram się je jeszcze gdzieś wysłać.

A w tym wydaniu prozy na 140 znaków: zanurzymy się w magii komediowej telewizji, zasłuchamy się w bezgłośną muzykę, przeczytamy wiersz śmierci, sprawdzimy zasoby pamięci, zaśpiewamy serenadę, poddamy się fantastycznej narkozie, zajdziemy z wizytą do sąsiadów i odszyfrujemy notatki seryjnego mordercy.
#88 należy odcyfrowywać, czytając po kolei podkreślone literki.

Ku lekturze!


#81
Publika sitcomu wybuchła śmiechem. Główny Bohater nachylił się do Miłości Życia: „Nie przestrasz się, ale… czy ty też słyszałaś ten rechot?”


#82
Obawiając się zerwać struny i boleśnie się zranić, smagał je delikatnie opuszkami palców. Na ulicy nikt nigdy nie usłyszał, jak pięknie gra.


#83
Wzorem samurajów napisał przedśmiertny wiersz, opus magnum. Badający jego zgon inspektor przeczytał go i wyrzucił. „Zapiski wariata”, rzekł.


#84
Bank pamięci w 99 % pełny! Proszę usunąć sugerowane nieużytki: zapachjejwłosówwiosną, rannyuśmiech76, braksłońcagdyonaodchodzi. Wykonać? Y/N


#85
Śpiewał pod jej oknem serenady pełne uczucia – wypruwał duszę. Ona go nie słyszała. Na 244. piętrze wieżowca nie mogła nawet otworzyć okien.


#86
W magicznej krainie Anestezji spotkasz elfy i wróżki. Ułożysz się w sennej łące, zapomnisz o Bólu. Śpij, dziecko. Zaraz będzie po wszystkim…


#87
Pan Wilkołak i Pani Kotołak to spokojni, ułożeni sąsiedzi. Czasem tylko, nocami, skaczą sobie do gardeł jak istne zwierzęta. Ot, małżeństwo.


#88
Za późno już, by naprawić błędy. Wierzę jednak, że na wolności uda mi się po raz kolejny przysłużyć społeczeństwu tak, by odkupić grzechy.


Dotting the Is (2014), czyli debiut anglojęzyczny


"Kropka nad i" po angielsku!

Opowiadanie, o którym więcej można przeczytać TU ukazało się również na Bizarro Central, najbardziej znanym anglojęzycznym portalu bizarro, w copiątkowej serii Flash Fiction Friday, pod tytułem "Dotting the Is". Tłumaczenie jest moje własne, pozwoliłem sobie również na przyjęcie angielskiego pseudonimu Cornell R. Nichols; no bo wiadomo jak to mają tacy Amerykanie, czasem jak widzą zagraniczne nazwisko, to machają dłonią i przewijają dalej. A poza tym lubię pseudonimy, następnym razem nazwę się Batman albo coś...

Jednocześnie zaznaczam, że tekst angielski różni się kilkoma drobnymi szczegółami, gdyż obie wersje - angielską i polską - pisałem i poprawiałem symultanicznie. Czasem coś dobrze brzmiało tylko po angielsku, czasem po polsku, stąd rozbieżności.

Zapraszam zatem do lektury opowiadanie mojego bliskiego znajomego.
Oto przed wami pan Cornell R. Nichols :)

Link do opowiadania (Bizarro Central)
(Wszystkie prawa zastrzeżone)


Wybieg dla dzików (2014), czyli po drugiej stronie koryta


Dziki są fajne. Koniec, kropka.
Kiedy byłem małym chłopcem (nie, to nie piosenka), moją ulubioną zabawką była poobijana, plastikowa figurka dzika, którą wszędzie ze sobą nosiłem. Może jakiś przerzut z Króla Lwa, gdzie najbardziej lubiłem Pumbę, nie wiem. W każdym razie, bardzo chciałem zobaczyć prawdziwego dzika. Więc przy najbliższej okazji, gdy byliśmy z rodziną w zoo, pobiegłem od razu na wybieg dla naszych mniejszych braci z gatunku Sus scrofa, a tam zobaczyłem tylko... to samo, co w opowiadaniu. To, co dzieje się później to już zmyślenie, przekłamanie i proszę nie wierzyć autorowi.

Historia przypomniała mi się w dziwny sposób, gdy czytałem jakieś surrealistyczne opowiadanie o ojcu, który zabiera córkę do zoologicznego, żeby kupić jej wieloryba. Autor (D. Harlan Wilson) cisnął jednym absurdem za drugim w zasadzie przez cały zbiór, nie zważając na żaden sens, porządek czy konkluzję; po prostu - ciąg dziwacznych zdarzeń.
Ja także, dla odmiany, chciałem napisać coś, co nie ma jasno ustalonego sensu. Ktoś widzi w tej historii jakieś głębsze przesłanie? Proszę bardzo, nie zabraniam. Ale z założenia nie ma tu żadnych wielkich idei. Coś się dzieje i nawet sam autor (ja) nie ma pojęcia, dlaczego.

A zatem niech się dzieje, czy jak mówią starzy radżowie: Show must go on!

Link do opowiadania (pdf)
(Wszystkie prawa zastrzeżone)


Kropka nad i (2014), czyli praca co najmniej syzyfowa



To już trzecie moje opowiadanie, które ukazuje się na 'bizarrycznym' portalu Niedobre Literki i mimo że podobnież "do trzech razy sztuka", mam nadzieję, że nie ostatnie. Naczytałem się bowiem ostatnio całkiem sporo bizarro fiction, tego gatunku dziwności wszelakich, i przekonałem się, że jest to kopalnia pomysłów. Podobnie kiedyś zareagowałem na anime (o co nigdy bym się nie podejrzewał). Spodobały mi się przede wszystkim nie epickie walki, absurdalne fryzury czy inne dżapańskie dziwactwa, a właśnie ta wyzwolona wyobraźnia, pozwalająca na stwarzanie wyjątkowych fabuł; czasem głupich do potęgi, a czasem wręcz genialnych. Podobnie, i to nawet do ekstremum, rzecz się ma z bizarro.

"Kropka nad i" to opowiadanie krótkie i prostolinijne, ale za to nawkładałem do niego całe mnóstwo dodatkowych smaczków, kompletnie się ze sobą nie zazębiających. Dlaczego? A dlaczego nie! Na tym polega fenomen tego gatunku, że wszystko można, co nie można. Na tle opowiadań, które czytałem to i tak jest codzienność i odcinanie kuponów.
Mamy więc bohatera z aspiracjami, który zostaje kropkarzem w drukarni, mamy szefa z wymienną protezą nosa, mamy społeczeństwo z mniejszościami jak zombi i organizacjami jak Zakon Gramatycznych Neo-Nazistów.
Mogło być prosto i mogło być nudno - stuk, stuk, stuk (odpukać w niemalowane).
Gdyby nie bizarro.

Zapraszam do lektury ;)

Link do opowiadania (Niedobre Literki)
(Wszelkie prawa zastrzeżone)

SMSmeryzm #10


Zapraszam na dziesiąte wydanie nano-fikcji na 140 znaków, czyli na kolejny SMSmeryzm!
Dziesiąte, czyli okrągłe, przynajmniej w systemie dziesiętnym.
Dziesiąte, czyli "ani żadnej rzeczy, która jego jest".
Ale tę rzecz, która moja jest, można akurat czytać na okrągło ;)

A do osiemdziesiątki dobijamy następującymi specjałami: elektromagnetyzmem z innej rzeczywistości, nieudaną karczmą, Prawdziwym Imieniem smoka, teleturniejem przyszłości, rozterkami władcy świata, włamaniem do skarbca, horrorem z transfuzją krwi oraz najnowszymi implantami muzycznymi Głuchex 5000.

Zapraszam!


#73
W pokoju łapią mi fale EM z innej rzeczywistości. Co dzień włączam radio i słucham z żalem, jak mogłaby brzmieć Muzyka. TV nawet nie ruszam.


#74
Wzniósł oberżę marząc o karczemnych awanturach, popijawach, miejscach zbiórek dla hałaśliwych gierojów. Wszyscy jak na złość pili grzecznie.


#75
Ktokolwiek znał Prawdziwe Imię tegoż smoka mógł rozkazywać bestii. Lecz któż chciałby sprawować władzę nad czymś, co nazywa się Pierdzisrak?


#76
Przed uczestnikami trudne zadanie. Muszą orzec, czy osoba przed nimi to A: CZŁOWIEK czy B: ANDROID. A czy wy, widzowie, potraficie odróżnić?


#77
Tysiące najzdolniejszych kucharzy świata gotowało Dyktatorowi specjały. Dyktator płakał nad nieruszonym talerzem. Tęsknił za pierogami Mamy.


#78
Złodziej wśliznął się do Królewskiego Skarbca. Ujrzał zdobycz, której jeszcze nikt w Królestwie nie widział na oczy: wcześniejszą emeryturę.


#79
Duchy sprawiały, że ze ścian ciekła posoka. Nawiedzony dom wykupiło Centrum Krwiodawstwa. Grupy krwi okazały się dobre. Sama krew – już nie.


#80
Stary, te implanty muzyczne są genialne! Pobudzają ci, wiesz, nerw słuchowy, bezpośrednio. Zero kabli! Co? Co? Głośniej mów, nie słyszę cię!



SMSmeryzm #9


Kolejny miot nano-historyjek dla wszystkich, którzy nie mają czasu na dłuższe lektury!

(A dla tych, którzy czas mają, to z dłuższych lektur w zeszłym miesiącu ukazały się: bizarryczno-absurdalne Byliśmy umówieni na cięcie, owado-Kafkowski horror Metamorphosis oraz fantastyczno-naukowy Czasokrążca)

W tym wydaniu, w 140 znakach na historię zamknięto kolejno: technologiczny konflikt pokoleń, zdradzieckie mutacje, czego pragną kobiety, problemy dorastającej elfki, opowieść o nieszczęśliwej miłości do muzyki The Doors, grzybowe zarodniki, liczniki tolerancji alkoholowej oraz żyjące wyspy.

Gotowi? No to start!


#65
Ojciec chwalił się 50-calową plazmą. Syn prychnął i wyjął z oka półcalową TV-soczewkę. Ojciec chuchnął i jeden z nich został bez odbiornika.


#66
Nosił na twarzy biomaskę przeciwgazową, by nie zmutowała go radiacja. Nie pomyślał, że sama maska może się zmutować: w zabójczego dusiciela.


#67
Uniwersalny Tłumacz pozwolił wreszcie ustalić, że koty najbardziej pragną snu i jedzenia, psy przyjaźni, a kobietY0MZp3n1s01 CRITICAL ERROR!


#68
Zawsze byłam niską elfką. Mama wspominała, że za młodu włóczyła się z krasnoludami, ale ja nie rozumiałam. Póki nie zaczęła rosnąć mi broda…


#69
PLAYLISTA: Been Down So Long – My Eyes Have Seen You – Hello I Love You – Love Her Madly – Light My Fire – Touch Me – Unhappy Girl – The End


#70
W spleśniałych księgach osiadły narkotyczne grzyby. Po uchyleniu okładki ciskały chmurą atramentowych zarodników i w umysłach puchły w idee.


#71
Włodkowi wszyli licznik Tolerancji Alkoholowej dochodzący do stanu upojenia w punkcie 100%. Przy 950% licznik czknął i usnął. Piliśmy dalej.


#72
Zniesmaczeni grzechem, utworzyli bogobojną cywilizację na Żyjącej Wyspie. Sielanka nie trwała długo. Zaczynał się właśnie sezon godowy Wysp.


SMSmeryzm

Metamorphosis (2014), czyli córka entomologa


Drugie z moich opowiadań, które ukazało się w Magazynie Histeria i przy okazji także drugie, po Mimesis (Horror Online), pod tytułem zapożyczonym z greki. Można by tu wysnuć interesującą analogię - oba tytuły kończą się na sis, a bohaterkami są młode kobiety, więc są to niejako horrorowe "sisters". W jakiś bowiem sposób kobiece postacie o wiele lepiej pasują mi do historii, w których pewnym nieprzyjemnym osobnikom należy się solidna krwawa jatka (btw, w tematyce empowerment polecam TO). To tyle, żeby nie zdradzić za wiele.

Pojawiający się w "Metamorphosis" nacisk na tematykę owadzio-ludzką można by porównać do Przemiany Franza Kafki. Można by, ale nie za wiele to da, gdyż książki nie miałem jeszcze przyjemności przeczytać i tylko wiem "z czym się to je". Piszę "przyjemności", gdyż Proces, mimo że czytałem dawno i z przymusu lekturowego, podobał mi się.
Tak, siak czy owak, na pomysł opowiadania wpadłem bez myśli o przemianach przeszłych, a jedynie z prostą ideą człowieka, którego pochłania perspektywa owadzich metamorfoz w zastosowaniu do ludzi. Co ciekawe ilość notatek do opowiadania ograniczyła się do pojedynczego zdania, całość zaś - poza krótkim "epilogiem" - napisałem w przeciągu jednego wieczoru. Pisało się samo, w zasadzie.

A teraz niech się czyta :)

Link do opowiadania (Magazyn Histeria #4, str. 64)
(Wszystkie prawa zastrzeżone)

Byliśmy umówieni na cięcie (2014), czyli żelazność terminów


Termin rzecz święta. Wszelkich deadline'ów i dat ostatecznych dotrzymywać należy, jeśli chce się, aby ludzie traktowali nas poważnie. I - jak to często bywa - niektóre z tych terminów bywają całkiem niemożliwe.

Wliczając w to termin porodu.

Tak właśnie rzecz się ma w moim nowym opowiadaniu, które ukazało się na niedobrych literkach. Tytuł mówi chyba sam za siebie - "Byliśmy umówieni na cięcie" - a jego powstanie zawdzięczam w dużej mierze lekturze opowiadań Rolanda Topora. Swego czasu wsączyła się we mnie ta toporowska groteska i pchnęła do przejrzenia pomysłów, które wcześniej uznałem za zbyt absurdalne. Pierwszym z nich było "Marzenie ściętej głowy", drugim zaś - właśnie "Byliśmy umówieni na cięcie". I tu, i tam coś tną - i tu, i tam pomysł można było poprowadzić w zupełnie innym kierunku.
Ale nie ma co się nad tym rozwodzić.

Zapraszam do lektury:

Link do opowiadania (niedobre literki)
(Wszystkie prawa zastrzeżone)



SMSmeryzm #8


Ósmy z kolei rzut nano-historyjek, co znaczy, że jest już ich osiem razy po osiem. A szykuje się jeszcze więcej!

W tym wrześniowym wydaniu prozy na 140 znaków mam dla Was: nowy wymiar telewizji, wkurzającą alfabetyczną rozsypankę wyrazową (wyciągamy karteczki!), Meduzę z autokrytyką, Zielonego Marsa, miejskie gołębie, nowe znaczenia starych przysłów, paranormalne dary oraz okoliczności wynalezienia jednego z najpopularniejszych sportów.
Rozwiązanie numeru #58 - rozsypanki - znaleźć można po najechaniu na słowo "help!" obok numerka.
Komentarz do #59 to wynik autokrytyki po wymyśleniu samego utworu. Ale nawet komentarz ma 140 znaków, więc wybaczam sobie.

Zapraszam do lektury:


#57
Dziś wieczór w serii dokumentów prezentowanych w ©Zapach-O-Wizji, „Kulisy Przemysłu Porno” – woń potu, krwi, łez oraz niespełnionych marzeń.


#58 - help!
ROZSYPANKA: alfabetycznie. cała Głównego i Komputera literatura ludzka ma na obaleniem przechodzi rządów uszeregowana własność Wraz z zostać


#59
Mityczna Meduza utworzyła profil na portalu sieciowym. Kto spojrzał na jej zdjęcie – skamieniał przed monitorem. Świat niewiele się zmienił.


#60
Z ostatniej chwili: Na uroczystość otwarcia Zielonego Marsa przybyli Marsjanie. Podziękowali Ziemianom za posprzątanie i kazali się wynosić.


#61
Rząd wprowadza do miast Gruchające Ornitologiczne Urządzenia do Obserwowania Miejskiej Populacji – w skrócie GOUOMP. Językowcy są oburzeni.


#62
„W kraju ślepców jednooki jest królem, nie? O jedno oko więcej. Więc czemu ja siedzę w klatce?” „Nie ględź, Trójoki Joe, zabawiaj widownię!”


#63
Lin posiadała dar. Potrafiła dostrzegać kolorowe aury ludzi mijanych na ulicy: odbicia emocji. Jej świat był równie szary, co rzeczywistość.


#64
Ej! Żem nadmuchał świński pęcherz. Hah! Patrzta jak leci, jak się go kopnie! Czemu nie patrzyta? Ja wam pokażę, kiedyś będą patrzeć miliony!


#59-B
A kto zrobił Meduzie zdjęcie? Sama robiła, „z ręki”. I nie spojrzała jak wyszła? A efekt „czerwonych oczu”? Nienawidzę was, głosy w głowie.


P.S.
Tradycyjnie zapraszam też do śledzenia SMSmeryzmu na Tumblr: TUTAJ. W ramach regularnych publikacji już dziś pojawi się tam utwór nr 65.

Marzenie ściętej głowy (2014), czyli ubezwłasnogłowienie


Ach, stare dobre ścinanie głowy. Gdzie tego nie było? W Mistrzu i Małgorzacie na Patriarszych Prudach tramwaj bez pardonu hulnął i odebrał głowę. Królowa Kier w Alicji zrobiła sobie z tego najlepszą rozrywkę. Za rewolucji francuskiej zbuntowane głowy toczyły się w dół ulic i grały ludźmi w kręgle (true story).
Nawet w herbie mojego miasta - Głowna - jest odcięty łeb na talerzu. Jakże uroczo.

No to i ja pokusiłem się o literackie spojrzenie na ów popularny temat. Pomysł jest jednym ze starszych, w wielkim ciągu notatek i zalążków fabuły plasował się niemalże na początku. Nie wiedziałem jedynie, czy ugryźć go na poważnie, czy raczej z humorem. W pisaniu wyszło samo - komizm krył się za podszewką i tylko czekał, kiedy wychylił swój rozczochrany łeb. No to chwyciłem komizm za kudły. Wyszła z tego odcięta głowa.

Zapraszam do lektury :)

Link do opowiadania (pdf)
(Wszystkie prawa zastrzeżone)

SMSmeryzm #7



Nowy dzień, nowy miesiąc, nowe wydanie nano-fikcji!

W dzisiejszym rzucie ośmiu historyjek na 140 znaków mam dla was w ofercie pakiet telewizji z równoległych światów, Jego i Jej rozterki na temat istoty materii, problemy z klonami (działa też z braćmi syjamskimi), wariację na temat "posadzić drzewo, zbudować dom, spłodzić syna", sfingowaną śmierć, nasz Ziemski narkotyk oraz nieudane plany wydawnicze.

Ku lekturze!


#49
Skakał po kanałach pakietu Multiversum. Oglądał swoje życie – jako prezydent, tajny agent, gwiazdor rocka. Odpoczywał tak po dniu w kopalni.


#50
Wiedział, że składa się z pyłu gwiazd. Ale to nie tłumaczyło komet sunących po skórze, ognia novy w mięśniach, wirujących galaktyk w głowie.


#51
Wiedziała, że w 2/3 jest wodą. Ale to nie tłumaczyło ryb uwięzionych w akwarium skóry, ciepłych prądów krwi, wirujących malstromów w głowie.


#52
Przychodzi dzień, że każdy wie: posiadanie klona ma swoje minusy. Dla Janka był to dzień wyborów. Mieli odmienne poglądy i tylko jeden głos.


#53
Wycinał w pień drzewa. Zabijał synów Ziemi. Burzył domostwa. Mimo to nikt nigdy nie powiedział mu w twarz, że nie jest prawdziwym mężczyzną.


#54
Sfingowawszy śmierć, kupił nazajutrz gazetę i zajrzał w nekrolog. Uśmiechnął się. W końcu czytał pochwały, na które czekał przez całe życie.


#55
„I wtedy on mnie zaczyna błagać Pomóż mi, kończy mi się tlen… To poszedłem, bo co mam gadać z narkomanem”. „Ech, ci Ziemianie i ich używki!”


#56
Po I. kwartale wydawca zrezygnował z „powieści binarnych”. Badania rynku wykazały, że przeciętny robot od książek woli masowe walki uliczne.

Natchnienie lady Kasandry (2014), czyli trudy powieściopisarstwa


Jednym z sukcesów roku poprzedniego była dla mnie wygrana w konkursie organizowanym przez wrocławskie Dni Fantastyki - "Klasyczna baśń w nowoczesnym wydaniu". Opowiadanie "Fatalny splot" zawojowało wówczas pierwsze miejsce, ukazała się antologia tekstów konkursowych, znaczy - ktoś tam przeczytał.
W tym roku temat konkursowy okazał się nieco trudniejszy - "Miłość w odcieniach steampunk". Dlatego decyzja, żeby w ogóle cokolwiek napisać zapadła dopiero, gdy przedłużono termin wysyłania prac. Bo skoro przedłużają - pomyślałem sobie - to znaczy, że nie przyszło za dużo opowiadań albo czekają na więcej. A skoro czekają na więcej, to ja zawsze mogę coś machnąć. Niezobowiązująco.

Jeśli chodzi o steampunk to zawsze coś tam czytałem, coś napisałem, wiele słyszałem, ale żadne oczywiste pomysły nie przychodziły mi do głowy. Krótko mówiąc, natchnienia brak. Zacząłem więc bawić się formami mniej oczywistymi, czymś w rodzaju "rękopis znaleziony w szufladzie pisarza"; czyli techniką starą jak świat. Krystalizacja pomysłów zamiast mnie przypadła w udziale wymyślonym bohaterom, stali się oni częścią całego procesu i elementami fabuły. Krótko mówiąc, tekst literacki o tym, jak wymyślono pewien tekst literacki. To wystarczyło, żeby znów zostać wyróżnionym i zdobyć II miejsce.

Sama lady Kasandra Głowacka i tytuły jej powieści nawiązują do Jane Austen (jej siostra miała na imię Cassandra), choć nazwisko zapożyczyłem od naszego rodzimego autora z epoki, Aleksandra Głowackiego (Bolesław Prus). Wszystko to, rzecz jasna, osadzone zostało na polskim gruncie; choć jestem pewny, że lady Kasandra czytała Austen, lubiła Austen i czerpała z niej inspirację. W przeciwieństwie do mnie, ale to już inna historia. Nawiązania takie są według mnie jak najbardziej na miejscu w historii alternatywnej i w steampunku.

Zapraszam więc na krótką wizytę do roku 1890, do Wieku Pary:

Link do opowiadania (pdf)
(Wszystkie prawa zastrzeżone)


Ani mru mru


tak bardzo lubię z Tobą milczeć
już wyczerpaliśmy setki tematów
nie marnując na nie ani słóweczka

a tu ciągle nam się usta
nie otwierają
wciąż jest coś - niedopowiedzenia

ciche lata spędzamy
jak stare małżeństwo
i na dokładkę - w ślubie milczenia

przemówienia trzymamy na końcu języka
język za zębami
zęby w nerwościsku

ze złota milczenia aby w srebro mowy
potrzeba by pewnie
nam alchemika

a jednak --
gdy razem znów milczymy o tym
trwamy w jednogłośnym ciszy unisonie

12.03.2014

SMSmeryzm #6 - szóste zmyślenie


Jak bumerang, zły szeląg i gołąb pocztowy po raz szósty wracają "ryczące stoczterdziestki", czyli SMSmeryzm nr 6!
A wraz z kolejnym wydaniem przychodzi także smutna konkluzja: kończy się powoli zapasik nano-fikcji napisanych w szaleńczych weny przypływach i trzeba będzie usiąść i dopisać tego więcej (znaczy się jeszcze na parę wydań jest, ale trzeba uzupełnić).
Szczęśliwie nadszedł lipiec i wakacje mniej więcej wolne, więc będzie na to czas w przerwach w poprawianiu powieści. To zresztą ciekawy kontrast i forma relaksu - tu 140 znaków, a tam powolne dobijanie do magicznej granicy 500.000. Jestem zatem dobrej myśli co do tego miesiąca.

Gdzieś w międzyczasie stuknął również niniejszemu blogowi rok istnienia. Przez ten czas tu i tam ukazało się 18 opowiadań krótszych i dłuższych, publikowanych oficjalnie albo tylko w PDF-ie. Pozwolę sobie wymienić: Fatalny splot, Dzieci atomu, Spotted: Monster, Czasokrążca, Kłopoty z czułkami, Coś strasznego, Ślepy stróż, Bibliofilia, Zabawki z Galatei, Śpij, królewno, śpij, Easter egg, Mimesis, Sklep obraźniczy, Żywność, Echo, Kres, Apokanibalipsa oraz Najlepszy przyjaciel człowieka. Z tytułów pogrubionych - z tej czy innej przyczyny - jestem szczególnie zadowolony. Może pokuszę się jeszcze o jakieś małe podsumowanie.
A na razie: zapraszam do nano-fikcji.

W dzisiejszym wydaniu jak zawsze różne różności, w tym: pokoje bez klamek, Biuro FuTurystyczne, zmiennowłosowatość, przydziały teleportacji, spojrzenie za zasłonę McPożywienia, istoty żywiące się zapachami, rozterki opiekuna susłów (Jak się nazywa opiekun susłów? No pewnie, że suślarz!) oraz bezmostowe trolle.
Nr 47, jako słowotwórczo-sucharowo-dziwaczny byt, ma również drugą wersję gdyby pierwsza nie zażarła.

A zatem - ku lekturze!


#41
Wszystkie cztery wallscreeny zasnuło śnieżne bielmo. Pokój telewizyjny wypełnił biały szum. Chciał wyjść, ale zapomniał już, gdzie są drzwi.


#42
Biuro FuTurystyczne – odwiedź swą wymarzoną przyszłość! W ofercie: Planeta Małp, Dystopia Orwella, Apokalipsa 1, Apokalipsa 2, Apokalipsa 3…


#43
Ich włosy cudnie reagowały na emocje: blond na radość, czarne na smutek, rude na gniew, białe na przerażenie. Nie ufali tylko mnie – łysemu.


#44
Na coroczną przydziałową teleportację postanowił, że wybiorą się do Playboy Mansion. Żona obrała inny kierunek: teleportowała się do mamusi.


#45
Wadliwy McAutomat miast kawy wydał mu składniki: ziarna, wrzątek, cukier. Zaciekawiony zamówił zwykłego burgera. A potem krzyczał, krzyczał…


#46
Następny okaz to Astomi – istota żywiąca się zapachami. Zmarł nam, niestety, podczas spaceru po Mieście, ale można podziwiać wypchany model…


#47
Adam pracował w zoo jako opiekun susłów. Wydrukował nawet wizytówki: A. KLUCZYK – SUŚLARZ. Wszyscy znajomi prosili go, by naprawił im zamki.


#48
Gnali jak wiatr i palili za sobą mosty. Wszędzie gdzie przemknęli zostawiali tysiące bezdomnych trolli, których królestwo nie mogło wyżywić.


*47-B
Adam pracował w zoo jako opiekun susłów. Wydrukował nawet wizytówki: A. MICKIEWICZ – SUŚLARZ. Wszyscy znajomi prosili, by odprawił im Dziady.

SMSmeryzm #5 - piąte przez dziesiąte


Bez zbędnych wstępów zapraszam na piąte już wydanie prozy na 140 znaków, czyli nano-fikcji pod szyldem SMSmeryzmu.

Dobijając do czterdziestej historii w cyklu, dziś wyczyścimy sobie pamięć z pomocą technologii, znajdziemy się nie w tej bajce, ponarzekamy na muzykę nowego pokolenia, opuścimy Ziemię, zwiedzimy nowoczesny świat Uczłowieczonych zwierząt (O tym więcej w moim opowiadaniu - "Najlepszy przyjaciel człowieka"), ustalimy kto jest głównym bohaterem pewnej opowieści, stracimy kręgosłup moralny, a także dowiemy się prawdy o nieostrożnym wchodzeniu do szaf.

Zapraszam serdecznie:


#33
Wsunął czyszczący VHS w magnetowid i nacisnął PLAY. W 180 minut zapomniał o rozwodzie, długach, redukcji etatów… Był teraz czystą tabliczką.


#34
Wiedźma stanęła w progu i przywitała J. i M. „Częstujcie się”, nęciła chytrze. J. chrząknął. „A czy ta chatka z piernika jest bezglutenowa?”


#35
Ech, ci gówniarze i ich lo-fi blackened boom-doom metalcore! Za moich czasów słuchaliśmy porządnego post-emo gravewave madhouse drone rocka!


#36
Kiedy po raz n-ty usłyszał z czyichś ust, że Ziemia wstydzi się go nosić, postanowił, że dłużej nie będzie Jej kompromitował. Wybrał kosmos.


#37
Odkąd uznano obywatelstwo Uczłowieczonych zwierząt wydajność u mnie w biurze wzrosła o 200%. Tak to jest, jak się ma szefa-żarłacza białego.


#38
Drużyna herosów balowała w oberży. Padło pytanie „A któren z was jest głównym bohaterem?” Noc rozdarł wielogłos „Ja!”. A potem szczęk oręża.


#39
To, że za bezcen sprzedała kręgosłup moralny nie było najgorsze. Najgorszy był budzący ją nocami ostry fantomowy ból – ciążący pokutą krzyż.


#40
Maria szydziła z „Opowieści z Narnii”, dopóki któregoś dnia sama nie wyszła z czyjejś szafy; zagubiona, wstrząśnięta, obca w Rzeczywistości…