SMSmeryzm #5 - piąte przez dziesiąte
Bez zbędnych wstępów zapraszam na piąte już wydanie prozy na 140 znaków, czyli nano-fikcji pod szyldem SMSmeryzmu.
Dobijając do czterdziestej historii w cyklu, dziś wyczyścimy sobie pamięć z pomocą technologii, znajdziemy się nie w tej bajce, ponarzekamy na muzykę nowego pokolenia, opuścimy Ziemię, zwiedzimy nowoczesny świat Uczłowieczonych zwierząt (O tym więcej w moim opowiadaniu - "Najlepszy przyjaciel człowieka"), ustalimy kto jest głównym bohaterem pewnej opowieści, stracimy kręgosłup moralny, a także dowiemy się prawdy o nieostrożnym wchodzeniu do szaf.
Zapraszam serdecznie:
#33
Wsunął czyszczący VHS w magnetowid i nacisnął PLAY. W 180 minut zapomniał o rozwodzie, długach, redukcji etatów… Był teraz czystą tabliczką.
#34
Wiedźma stanęła w progu i przywitała J. i M. „Częstujcie się”, nęciła chytrze. J. chrząknął. „A czy ta chatka z piernika jest bezglutenowa?”
#35
Ech, ci gówniarze i ich lo-fi blackened boom-doom metalcore! Za moich czasów słuchaliśmy porządnego post-emo gravewave madhouse drone rocka!
#36
Kiedy po raz n-ty usłyszał z czyichś ust, że Ziemia wstydzi się go nosić, postanowił, że dłużej nie będzie Jej kompromitował. Wybrał kosmos.
#37
Odkąd uznano obywatelstwo Uczłowieczonych zwierząt wydajność u mnie w biurze wzrosła o 200%. Tak to jest, jak się ma szefa-żarłacza białego.
#38
Drużyna herosów balowała w oberży. Padło pytanie „A któren z was jest głównym bohaterem?” Noc rozdarł wielogłos „Ja!”. A potem szczęk oręża.
#39
To, że za bezcen sprzedała kręgosłup moralny nie było najgorsze. Najgorszy był budzący ją nocami ostry fantomowy ból – ciążący pokutą krzyż.
#40
Maria szydziła z „Opowieści z Narnii”, dopóki któregoś dnia sama nie wyszła z czyjejś szafy; zagubiona, wstrząśnięta, obca w Rzeczywistości…
Najlepszy przyjaciel człowieka (2014), czyli nie taka znowu pieska przyszłość
Któż z nas nie zastanawiał się nad odwieczną zagadką z dzieciństwa? Komu nie spędzała ona snu z powiek?
Goofy i Pluto.
Pluto i Goofy.
Niby dwa psy, a jednak - jeden mieszka w budzie i chodzi na smyczy, podczas gdy drugi beztrosko jeździ sobie autem i gra z Mickey'em w golfa.
Wydaje się to co najmniej nie fair, żeby jeden był tylko zwierzątkiem domowym, drugi zaś - przyjacielem. Mnie to nurtowało. Społeczno-literacko. Dlatego jakiś czas temu wymyśliłem to opowiadanie - "Najlepszy przyjaciel człowieka". Ostatnio zaś, specjalnie pod akcję Lato dowcipem pisane na portalu Ex Fabula, zebrałem się w końcu, żeby je napisać.
Pomysł zwierząt na wyższym szczeblu ewolucji poznałem za sprawą serii powieści Uplift Davida Brina, choć oczywiście sama idea jest znacznie starsza (sięga, chociażby, Wyspy doctora Moreau H.G. Wellsa). Chodzi o całkiem prosty w teorii zabieg "podwyższenia" ewolucyjnego istot niższych rozwojem przez istoty wyższe rozwojem. W 2001: Odysei kosmicznej służył do tego przesławny monolit.
W literaturze terminy na to są różne: prowolucja, wymuszona ewolucja, Progresja; sam swego czasu, na potrzeby innego świata sci-fi, wymyśliłem Pluśnięcie (ze względu na dodatni biegun - Plus - naturalnego rozwoju oraz późniejszą łatwość nazewniczą, np. Delfin-Plus). "Uplift" Brina przetłumaczono jako "Wspomaganie", jak dla mnie nieco oszczędnie jeśli chodzi o znaczenia.
Tutaj, w tej krótkiej, humorystycznej opowieści, zdecydowałem się na jasne i proste "Uczłowieczenie".
(Przy okazji, wg Brina, pierwsze w kolejce do potencjalnego "upliftu" są delfiny i szympansy).
I właśnie w świecie pełnym takich Uczłowieczonych zwierząt, prześladowanych, walczących do tego o swoje prawa, dzieje się akcja opowiadania. Z humorem, morałem i reflesją.
Zapraszam do lektury :)
Link do opowiadania (pdf)
(Wszystkie prawa zastrzeżone)
SMSmeryzm #4 - lektura na cztery fajery
Pisać można krótko - ba, nawet krócej niż 140 znaków! Taki Hemingway w swoim niezaprzeczalnym geniuszu stworzył utwór, wtedy jeszcze przez niego ochrzczony "powieścią", na ekonomiczne 6 (słownie: sześć) słów.
"Sprzedam: Buciki dziecięce. Nigdy nie noszone" może nieco traci przy tłumaczeniu, ale ważne, że jest w tych słowach konflikt, jest napięcie emocjonalne i jest tragedia.
W ślady Hemingwaya szło później wielu innych. Starczy "wyguglać" frazę Six word stories, żeby znaleźć się w świecie ultra-krótkich historyjek lepszych bądź gorszych, kiepskich i genialnych.
Ja jednakże, skromnie uznając się za gorszego kowala słów od Hemingwaya, pozostanę przy moich 140 znakach.
A w dzisiejszym wydaniu SMSmeryzmu czeka nas: prawda z drugiej strony ekranu, manna-narkomanna, żebro Adamowe, Pierwszy Kontakt z Obcymi, telefoniczne odgłosy natury, "dziurawiec", piraci podniebnych mórz oraz alternatywna wersja Ukrzyżowania.
Zapraszam :)
#25
Oglądała. Na każdym kanale to samo: znudzeni ludzie siedzą
na sofach, drzemią, kochają się, jedzą, piją… Nuda. Telewizja wyłączyła się
sama.
#26
Różne barwne substancje płynęły już w jej żyłach: alkohol, THC,
LSD, hera, koka, pixpatch, speed… i tylko asertywność nie weszła jej w krew.
#27
Promocja w GeneLab-X:
Wytnij żebro i opuść naszą klinikę z darmową kobietą! Uwaga: Klinika nie
odpowiada za walory estetyczne ww. „wyrobów”.
#28
Epokowy Pierwszy Kontakt okazał się klapą. Nasz Prezydent
zaczął ładnie: Witamy na Ziemi! Ale
Obcy wszystko zepsuli, mówiąc: Blazzorpstfugh!
#29
Zadzwoń pod 713-813, aby posłuchać Odgłosów Natury: 1 – leśne disco, 2 – koncert butelek, 3 –
pijackie trele, 4 – upojne chwile za krzakiem…
#30
Kolejno mówili, jak ich zawiódł. Ze wstydu tak skulił się w
sobie, że zapadł się w czarną dziurę. Pożarła wszystko: wstyd, znajomych,
świat…
#31
Wieźli chmurostatkiem dostawę dżdżu dla rolników kiedy
napadły ich pioruny. Groty błyskawic rozorały kadłub; kapuśniaczek spęczniał w
potop.
#32
Rzekli Piłatowi: „Uwolnić Jezusa!”. Wierni na Golgocie
czekali, aż spełni się proroctwo i umrze Zbawca. Nieświadom, Barabasz dźwignął
krzyż.
P.S.
Przypominam również, że na Tumblr można śledzić SMSmeryzm na bieżąco zamiast czekać (z pewnością niecierpliwie) na kolejne wydanie - O, TUTAJ.
Etykiety:
2014,
eksperyment,
fantasy,
historia alternatywna,
humor,
kornel mikołajczyk,
nano-fiction,
opowiadanie,
pixpatch,
science fiction,
sms,
smsmeryzm
Apokanibalipsa (2014), czyli genetycznie modyfikowany Armagedon
Kiedy zabierałem się za to opowiadanie niemalże rok temu, o gatunku post-apokalipsy wiedziałem tyle, ile wypatrzyłem w filmach o świecie kończącym się na setki różnych sposobów. Dlatego zbadałem sprawę. Szukałem tu, szukałem tam, czytałem, przeglądałem. Bardzo spodobał mi się stary dobry motyw "Człowiek człowiekowi kanibalem", ale z drugiej strony nie chciałem iść w oczywistości względem sposobu, w jaki świat się skończył: wojna nuklearna, najazd obcych, Drugie Przyjście... A że w mediach szumiało akurat od debaty na temat (nie)szkodliwości żywności genetycznie modyfikowanej, zdecydowałem się na mroczny scenariusz, w którym mutacja transgenów prowadzi do krachu ekosystemu.
Nie ma w tym jakiejś twardej nauki - chociaż wyczytałem na ten temat co tylko się dało - a jedynie "Co by było gdyby". Zresztą, sam bohater nie ma pojęcia, jak doszło do upadku cywilizacji, więc nie byłby w stanie tego wyjaśnić. W dużym skrócie: zawiodły substancje używane do przenoszenia cech genetycznych z jednego organizmu na drugi i w fatalnym splocie zdarzeń zaczęły transportować zestaw cech, który w kolejnym pokoleniu wywołał bezpłodność organizmów. Zdarza się w przypadku myszy laboratoryjnych.
Jako bonus w opowiadaniu pojawia się zakodowana lokacja fikcyjnego polskiego banku nasion, którą zainteresowani mogą rozkodować używając tabelki na tej stronie (dolna).
Ostatni Dzień Pary, antologię zawierającą "Apokanibalipsę", może ściągnąć w formatach PDF, EPUB oraz MOBI pod tym adresem:
Link do antologii Ostatni Dzień Pary
Zapraszam do lektury :)
Echo (2014), czyli astralnie w rytmie Floydów
Krótkie opowiadanie, które nadesłałem na konkurs organizowany przez Szortal oraz magazyn Horror Masakra i uzyskałem wyróżnienie. Traktuje częściowo o osobistym doświadczeniu, gdy eksperymentowałem z dudnieniami różnicowymi i podróżą astralną. Problem w tym, że mi "wyjść z siebie" nigdy się nie udało, doznałem tylko paraliżu sennego. Ale pomysł na opowiadanie się z tego urodził, więc doświadczenie raczej na plus.
O podróżach astralnych, wszystkich procesach i otoczce ciekawie traktuje anime Ghost Hound, mimo że samo w sobie fabularnie jest gęste od mistycznych motywów i raczej ciężkie do przełknięcia. To właśnie z tego serialu zaczerpnąłem przedstawienie ciała astralnego jako takiej kulki świadomości niż ciała właściwego. Bohaterowie wyglądali bowiem jak wielkogłowe homunkulusy. Główny bohater usypiał też na przykład do zwykłego białego szumu radiowego, ja usypiałem do dudnień różnicowych, ale już moja postać z opowiadania - do "Echoes" Pink Floyd.
Muzyka Pink Floyd bardziej niż wszystko, co znam nadaje się do doświadczeń ze zmianami świadomości, trzeba tylko dobrze wybrać repertuar. "Echoes" wydało mi się idealne - 23 minuty czystej psychodeli, no i cytat, który można było użyć w tekście. Po prostu, zespół kompletny.
(Wszystkie prawa zastrzeżone)
SMSmeryzm #3 - do trzech razy osiem sztuk
A oto kolejna porcja utworów na 140 znaków, tym razem bez większych wywodów.
Dziś mam dla Was: cudowną krainę telewizji, nieudane przygotowania do apokalipsy zombi, kwantowego podróżnika w czasie i przestrzeni, Organ-Loterię, dysleksyjny bełkot, znikające figury szachowe, zbłąkanego lunatyka oraz "Nie pij, kiedy prowadzisz"... narrację.
Utwór #18 ma też alternatywną wersję B (taki B-side), zaś #21 - pomoc w odczytaniu tuż obok numerka. Podobno ludzie są w stanie bez problemu rozszyfrować wypowiedź, jeśli pierwsza i ostatnia literka każdego wyrazu pozostaje bez zmian, ale kto by tam ufał nauce :)
#17
Drodzy teleobywatele! Pamiętajcie, że w abonament TV Land wliczona jest opieka medyczna za Ręce, które leczą oraz czesne Szkoły przetrwania.
#18
Walter skompletował ekwipunek na apokalipsę zombi. Po miesiącu świat zaatakowały żyjące pod ziemią dinozaury. Na to nawet on nie był gotowy.
#19
Taro wynurzył się z kwantowej piany i otworzył oczy na rzeczywistość. Ale rzeczywistości tam nie było. Była tylko ciemność i wiatr bezczasu.
#20
Fartem trafił trzustkę w totka. Organ-Loteria wydała ją w lodóweczce, gotową do przeszczepu. Pech chciał, że umierał akurat na raka wątroby…
#21
Mjoa mmuasia młaia otrsą dsyklsjeę, a tautś dsygrafię oarz kuku na mniuu. Nweat soibe nie wyożbraciae, jak ja ninweadizę tej cłeaj gtenyeki!
#22
Rywal przesunął pion na C4. Biała figurka momentalnie zniknęła. Do końca partii bała się, że pion się pojawi – o pole na skos za jej królem.
#23
Chciał wiedzieć, co robi podczas sennowłóctwa, więc kupił noktokamerę i GPS. Nocami błąkał się po dachach i strącał z nich innych lunatyków.
#24
Zaoferowałem mu piwo. Nie mogę pić, rzekł. Prowadzę Narrację. Pojąłem: jestem tylko Postacią w jego Narracji! Co było robić? Zamówiłem wódę.
*18-B
Walter skompletował ekwipunek na apokalipsę zombi. Po miesiącu świat zaatakowała hiszpańska inkwizycja. Tego akurat nie spodziewał się nikt.
Żywność (2014), czyli co wypełzło z lodówki
Nie bez powodu ilustracją do tego opowiadania jest okładka pulpowego magazynu sprzed lat. "Żywność" to bowiem utwór najbliższy literaturze pulpowej (dla kumatych - pulp fiction), jaki zdarzyło mi się popełnić. W starej konwencji Monster of the Week poszedłem tu w straszydło w formie klasycznego "bloba" (taka żyjąca masa) i zrobiłem z niego formę życia wykształconą z jedzenia zostawionego w lodówce. Ku przestrodze - wyrzucajcie resztki.
Pomysł stary bo stary, miał w sobie jednak tę ciekawą nutkę absurdu, wokół której można zbudować historię dziwną, niemalże weird. Opowiadanie napisałem w zeszłym roku na jakiś tam konkurs, a później leżało w folderze. Odkurzyłem, poprawiłem, przestawiłem parę wątków i wysłałem do Histerii. No i spodobało się.
Motyw straszydła z lodówki nie jest wcale nowy. Po angielsku mówi się o wątku "It Came From The Fridge", co jest przy okazji nazwą zabawnego bloga na tumblr, gdzie ludzie wstawiają swoje własne, prywatne mikrohodowle pleśni.
Mnie samemu ten motyw najlepiej zapadł w pamięć dzięki odcinkowi klasycznego anime Cowboy Bebop, zatytułowanego "Toys in the attic". Tam również pojawiła się tajemnicza forma życia z odmętów lodówki, niebezpieczna w kontakcie z człowiekiem. Masa skończyła jednak inaczej (patrz powyżej) niż moja "żywa żywność".
Także w cudownym brytyjskim sitcomie Red Dwarf mamy do czynienia zarówno z "potworem curry", jak i (wspomnianym) kubku z pleśnią o imieniu Albert.
Ja w "Żywności" zdecydowałem się na stary akademik i podejście do tematu raczej "horroryczne", choć myślę, że absurd - z założenia - jest tu wyczuwalny. Ale taka jest duża część pulpowych horrorów: niby śmieszny temat, a traktowany ze śmiertelną powagą i dawką realnej grozy.
Zapraszam do lektury :)
(Wszystkie prawa zastrzeżone)
Sklep obraźniczy (2014), czyli ubrania z farby i płótna
Jedno zdanie, zapisane gdzieś luzem na kartce; małe ziarenko - tyle wystarczy, żeby wykiełkowało opowiadanie. Tak było ze "Sklepem obraźniczym", moją pierwszą próbą napisania czegoś w konwencji literatury bizarro.
Co to jest bizarro i z czym to się je? Ano, bizarro to kolejna fasetka wiecznie zmieniającej się fantastyki; gatunek obejmujący historie dziwne i - jak powiedziałaby Alicja - zdziwniejsze. A ta jest z pewnością najzdziwniejsza, jaką kiedykolwiek popełniłem. Poszła, oczywiście, na stronie Polskiego Centrum Bizarro, czyli na "niedobrych literkach".
Ubrać tego w słowa nie sposób inaczej niż "ubieranie się w dzieła sztuki". Wielomilionowe płótna z najlepszych galerii świata zostały w opowiadaniu przetworzone na komercyjne firmowe szmatki, w które każdy z nas się przyobleka (czy też, jak u mnie, "przyobraża"). Można tu snuć rozważania o noszeniu masek przed innymi, o utracie wartości wyższych, o kulturze jako produkcie. Ale najłatwiej po prostu przeczytać.
Jako że na portalu niedobre literki z takiej czy innej przyczyny wcięło kursywy i tytuły obrazów zlały się z tekstem, zamieszczam też linki do wersji pdf w takiej postaci, w jakiej im wysyłałem.
Zapraszam do lektury! :)
Link do opowiadania (niedobre literki)
Link do opowiadania (pdf)
(Wszystkie prawa zastrzeżone)
A dla chętnych pomocny, cyfrowych skład obrazów o których mowa w utworze:
![]() |
| Ona - "Portret Lunii Czechowskiej", Amedeo Modigliani |
![]() |
| On - "Guernica", Pablo Picasso |
![]() |
| Narrator - "Autoportret z odciętym uchem i fajką", Vincent Van Gogh |
![]() |
| Pierwszy wybór obrazu - "Mona Lisa", Leonardo da Vinci |
![]() |
| Przykładowa kreacja Klimta - "Portret Adele Bloch-Bauer I", Gustaw Klimt |
![]() |
| Ostatni krzyk mody - "Krzyk", Edvard Munch |
![]() |
| Śmieszne zegarki - "Uporczywość pamięci", Salvador Dali |
![]() |
| Zaśnieżony obraz - "Niedzielne popołudnie na wyspie Grande Jatte", Georges Seurat |
![]() |
| Jej wybór - "Pollock No. 5, 1948", Jackson Pollock |
![]() |
| Jego wybór - "Czarny kwadrat na białym tle", Kazimierz Malewicz |
Majowe zapowiedzi
Na maj zamiast kwiatami obrodziło mi wydarzeniami.
Najważniejsza zapowiedź to chyba ta kościelna, albowiem już 24 maja odbędzie się ślub mojej ulubionej pary (pozdrawiam, Karolinko i Piotrku, jeśli tu w ogóle zaglądacie! :D). Tak więc na nadchodzącym weselu będę się usilnie starał nie spalić żadnego obrusu.
Zupełnym jednak zbiegiem okoliczności tego samego dnia miejsce będzie miała premiera literacka - może i nie tak radosna, ale wyczekiwana... cóż, porównywalnie długo.
1. Ostatni dzień pary
Antologia "Ostatni dzień pary", czyli pokłosie zeszłorocznego konkursu Krakonowego po długim czasie rozwinęła skrzydła i połączonymi siłami steampunku oraz post-apokalipsy zaatakuje rynek e-book. Premiera, jak wspomniałem, została ogłoszona na 24 maja tego roku. Antologia ukaże się pod szyldem wydawnictwa Solaris.
W zbiorze ukaże się moje opowiadanie, zatytułowane "Apokanibalipsa"; czyli jak sama nazwa wskazuje historia o kanibalach w świecie, który się skończył.
Pełna lista opowiadań wygląda tak:
„Królewskie dzieci” Anna Kańtoch
„Małpiarnia” Krzysztof Piskorski
„Kukła” Grzegorz Piórkowski
„Pierwszy człowiek w eterze” Adam Podlewski
„Ostatni dzień pary” Karolina Cisowska
„Dni naszej hańby” Bartosz Szczygielski
„Człowieszyna” Jacek Wróbel
„Doktor Dietl ratuje świat” Marcin Podlewski
„Którego nie ma” Gerard Nibybyłowski
„Szkiełko i oko” Anna Głuszek
„Zona Kraków” Małgorzata Wieczorek
„Wojna adaptacyjna” Maria Dunkel
„Radioaktywny blues” Paulina Kuchta
„Owieczki” Aleksander Daukszewicz
„Panna Anna i chłopiec z drewna” Karolina Cisowska
„Kolebka” Filip Laskowski
„FIN DE SIÈCLE” Ida Żmiejewska
„Apokanibalipsa” Kornel Mikołajczyk
„Golem z Festung Krakau” Daniel Nogal
„Steampark Jurajski” Przemysław Zańko
Najważniejsza zapowiedź to chyba ta kościelna, albowiem już 24 maja odbędzie się ślub mojej ulubionej pary (pozdrawiam, Karolinko i Piotrku, jeśli tu w ogóle zaglądacie! :D). Tak więc na nadchodzącym weselu będę się usilnie starał nie spalić żadnego obrusu.
Zupełnym jednak zbiegiem okoliczności tego samego dnia miejsce będzie miała premiera literacka - może i nie tak radosna, ale wyczekiwana... cóż, porównywalnie długo.
1. Ostatni dzień pary
Antologia "Ostatni dzień pary", czyli pokłosie zeszłorocznego konkursu Krakonowego po długim czasie rozwinęła skrzydła i połączonymi siłami steampunku oraz post-apokalipsy zaatakuje rynek e-book. Premiera, jak wspomniałem, została ogłoszona na 24 maja tego roku. Antologia ukaże się pod szyldem wydawnictwa Solaris.
![]() |
| Moja "sfotoszopowana" wizja okładki. Oryg. by Mikołaj Luba |
W zbiorze ukaże się moje opowiadanie, zatytułowane "Apokanibalipsa"; czyli jak sama nazwa wskazuje historia o kanibalach w świecie, który się skończył.
Pełna lista opowiadań wygląda tak:
„Królewskie dzieci” Anna Kańtoch
„Małpiarnia” Krzysztof Piskorski
„Kukła” Grzegorz Piórkowski
„Pierwszy człowiek w eterze” Adam Podlewski
„Ostatni dzień pary” Karolina Cisowska
„Dni naszej hańby” Bartosz Szczygielski
„Człowieszyna” Jacek Wróbel
„Doktor Dietl ratuje świat” Marcin Podlewski
„Którego nie ma” Gerard Nibybyłowski
„Szkiełko i oko” Anna Głuszek
„Zona Kraków” Małgorzata Wieczorek
„Wojna adaptacyjna” Maria Dunkel
„Radioaktywny blues” Paulina Kuchta
„Owieczki” Aleksander Daukszewicz
„Panna Anna i chłopiec z drewna” Karolina Cisowska
„Kolebka” Filip Laskowski
„FIN DE SIÈCLE” Ida Żmiejewska
„Apokanibalipsa” Kornel Mikołajczyk
„Golem z Festung Krakau” Daniel Nogal
„Steampark Jurajski” Przemysław Zańko
Zapraszam do zaglądania na fanpage projektu: Ostatni Dzień Pary
2. Magazyn Histeria
Z kolei w nowo powstałym, acz prężnie rozwijającym się Magazynie Histeria, w numerze drugim, ukaże się moje opowiadanie w konwencji pulp horror. Jest to (cóż za miłe zaskoczenie) kolejny tekst wygrzebany z szuflady, który okazał się ciekawszy, niż sądziłem.
Z jakiegoś powodu ostatnimi czasy ukazują się same moje opowiadania z gatunku horror, chociaż chyba nigdy żadnego nie przeczytałem, a całą wiedzę o motywach czerpię z masy obejrzanych slasherów, w dużej mierze klasy B. No, czytałem trochę Kinga, Lovecrafta, wczesne opowiadania Henry'ego Kuttnera, ale poza tym? Nic. Dziwna sprawa. No, ale póki teksty trafiają pod strzechy, nie mam chyba co narzekać :)
Numer #2 magazynu ukaże się 14 maja. Zapraszam do śledzenia: Histeria.
3. Niedobre literki i Szortal
No i na deser jeszcze dwa opowiadania krótsze, choć tutaj nie znam żadnych ustalonych dat publikacji:
Na niedobrych literkach znanych też jako Polskie Centrum Bizarro pojawi się, zgodnie z konwencją gatunku, pozytywnie porypana historyjka związana z dziełami sztuki. Kto lubi mistrzów malarstwa i dziwne światy, powinien znaleźć coś dla siebie.
Na Szortalu natomiast ma pojawić się tekst wyróżniony w tamtejszym konkursie, kolejny horror - "Echo", o niebezpieczeństwach podróży astralnych w takt muzyki Pink Floyd.
Także będzie co czytać, będzie co robić!
SMSmeryzm #2 - powtórne przyjście nano-fikcji
Czy to dwuzdaniowce? Czy 73-znakowce? Reklama króciaków Fredrika Browna? Nie, to kolejna odsłona SMSmeryzmu, czyli prozy na 140 znaków!
Tym razem mam dla was, po kolei: superchłonną przyszłość telewizji, nieznośną chęć ucieczki daleko stąd, nieszczęsne spotkanie w świecie mitologii, kosmiczne spojrzenie, nieudany eksperyment genetyczny, pisarski wybryk natury, ideologię "Czas to pieniądz" oraz przestrogę dla ciekawskich.
Zanim jednak zaczniemy, garść przemyśleń i wyjaśnień po poprzedniej publikacji:
Nazwa projektu - "SMSmeryzm" - to oczywiście zlepek znanego wszystkim akronimu SMS (czyt. "esemes") oraz mesmeryzmu, to jest pseudonauki uznającej istnienie w człowieku wpływających na emocje sił magnetycznych przekazywanych przez dotyk lub z pewnej odległości. I własnie taką magnetyczną siłą przekazywaną na odległość mają być, w założeniu, te krótkie historyjki: wpływające, mam nadzieję pozytywnie, na emocje czytających.
Z kolei "SMS" w nazwie to oczywiście oznaczenie umowne dla limitu znaków, pewna konwencja. Nie ma żadnej specjalnej funkcji pod tytułem "Wyślij wiadomość o treści POMOC, a pomogę Ci przegnać nudę narracją" (choć chętnie przegnam bez żadnego wysyłania, za darmo, o tutaj, na blogu, choć na krótką chwilę). Ot, narzucone sobie ramy myślowe. Gdyby to była prawdziwa "fikcja SMS", pisałbym "Cb" zamiast "Ciebie", "Btw" zamiast "Przy okazji" i "K." zamiast "W porządku". Inny rejestr.
Druga sprawa: na biernie dotąd użytkowanym koncie Tumblr założyłem projektowi drugą bazę działania. Jeśli ktoś korzysta, to warto "zaobserwować" i śledzić na bieżąco - będę dodawał historie po trochu przed oficjalnym wypuszczeniem całej "ósemki".
Link: SMSmeryzm (Tumblr)
I ostatnia sprawa: wciąż ciężko mi jakoś sklasyfikować tego rodzaju utwory, pomimo aktywnego szukania określeń. Flash fiction to jednak rzeczy dłuższe, takie nasze szorty. Micro-fiction z kolei definiuje się jako prozę do 300 słów, czyli nawet dłuższą niż drabble.
Zdecydowałem się więc na określenie nano-fiction: parę rzędów mniej niż micro, po części już funkcjonuje, no i można sobie już po nazwie założyć, o co chodzi.
A chodzi mniej więcej o to:
#9
Wycisnął tubkę Żelewizji i wtarł w skronie szarą maź. W czaszce eksplodowały piksele; rzutowały obraz na siatkówkę. Słuchał pieśni satelity.
#10
Uwaga, podróżni! Autobus niespieszny z ostatniej chwili do Wchujamdaleko przez Bylegdzie i Wpizdu Kolonia wjeżdża na pierwsze zastanowisko…
#11
Pandora i Odys w jednym stali domu. Na parapetówce wymienili
się prezentami. Jej był w puzderku, jego – w worku. Otworzyli je równocześnie.
#12
Spojrzał jej głęboko w oczy: w zaćmione źrenicami zielone słońca odległych planet. Mrugnęła. Cienie zaszły za powieki; twarz zalał mu blask.
#13
Transgeniczne hieny, owoc eksperymentów Doktora X, uciekły z klatek i dorwały go w holu. Nie wiedział, że lubią też mięso zepsute moralnie.
#14
Urodził się ze stalówką na palcu wskazującym. Nazywali go wybrykiem natury. Aż do 18. urodzin gdy ze stalówki pierwszy raz pociekł atrament.
#15
„Proszę bardzo, płaci pani piętnaście sekund”. „Piętnaście sekund? Co za zdzierstwo! Nie mam tyle czasu!”. Targowali się przez pół godziny.
#16
Z ciekawości wsunął dłoń w ciemne pudełko. Coś ucięło go w rękę – chaps! – aż do krwi. Upuścił je. Z środka wytoczyła się czaszka wilkołaka.
@ #11: Chodzi, rzecz jasna, o Puszkę Pandory oraz Torbę Wiatrów przekazaną Odyseuszowi. Z połączenia poszłoby niezłe Sharknado.
Mimesis (2014), czyli rozterki autorki kryminałów
Samemu ciężko mi określić, w jaki sposób powstał ten tekst. Zazwyczaj napisanie opowiadania łączy się nierozerwalnie z notatkami w ilości co najmniej pół strony, z rozpatrywaniem fabuły w tę i we w tę, no i ogólnie bólami męki twórczej. Nie w tym przypadku. Jest na to chyba tylko jedno małe słowo - natchnienie. Szczególnie dziwne dla mnie, że opowiadanie nie należy do nurtu fantastyki.
Spokojnie można winić za to serial "Dexter", do obejrzenia którego zebrałem się dopiero... cóż, gdy się skończył. Tu z jednej strony fani narzekają po Internecie na zakończenie, a z drugiej ja odpalam sobie pierwszy odcinek. No i wiadomo, czym to się kończy - maratonem. Coś widocznie rzuciło mi się na mózg od nadmiaru tych psychopatycznych wizji i krwi, gdyż napisałem "Mimesis".
Trochę po Kingowsku bohaterką jest pisarka - autorka książek dla dzieci, która debiutowała jednak krwawym kryminałem. Jej chłopak i jednocześnie największy fan bezustannie próbuje ją przekonać, żeby powróciła do pisania o zabójczej bohaterce. Tak bardzo na nią naciska i naciska, aż w końcu... coś w niej pęka.
Tekst ukazał się na Horror Online, gdzie swego czasu opublikowano też moje opowiadanie science-fiction/horror - "Haust".
Zapraszam do lektury :)
Link do opowiadania (Horror Online)
(Wszystkie prawa zastrzeżone)
Easter egg / Slasher squad (2014), czyli koszmar w wydaniu perpetuum mobile
Trzecie opowiadanie ukazujące się na znakomitym portalu Ex Fabula traktuje o grupie ludzi, którzy utknęli w symulowanej grze z gatunku survival horror. Złośliwy bug nie pozwala im jej opuścić, zapętlając rozgrywkę w kolejne cykle koszmaru i powolnego zjazdu z szaleństwo.
Pomysł z początku nie posiadał tytułu jako takiego. Później wymyśliłem mu "Easter egg" - po tych uroczych niespodziankach, jakie czasem pojawiają się w grach - a później w procesie redakcyjnym doszedł kolejny, równie adekwatny - "Slasher squad". W związku z tym oficjalnie znalazły się oba, co tworzy mocno brzmiącą sekwencję Easter Egg Slasher Squad - prawie jak: Fearless Vampire Killers albo Scoobie-Doo i... a nie, to akurat zły przykład :)
Scena z "bezzębnym starcem na stacji benzynowej" przyszła mi do głowy podczas oglądania Domu w głębi lasu (2012), horroru zewsząd krytykowanego, ale w mojej opinii - wspaniałego, przynajmniej w dekonstruowaniu stereotypów i konwencji slasherów. Wspomniany film nie kryje się wcale z tym, że korzysta z popularnych motywów, a przy tym ukazuje pełną gamę klasycznych horrorowych morderców - coś, co zawarłem również w swoim opowiadaniu.
![]() |
| Kadr z "Domu w głębi lasu" (2012) |
Styl narracji wyszedł mi przy tym mocno eksperymentalny - zazwyczaj lubię uwić sobie gniazdko w punkcie widzenia jednego bohatera i z jego lub jej perspektywy przedstawiać świat. Tutaj jest nieco awangardowo, kolektywnie, z dużą dawką ironii i z przekleństwami. Ale wyszło, uważam, wspaniale.
Zapraszam do lektury :)
Link do opowiadania (pdf)
(Wszystkie prawa zastrzeżone)
.
.
.
(czi, czi, czi... ha, ha, ha...)
SMSmeryzm #1 - zaklinanie świata w 140 znaków
Literatura, zdaje się, nie znosi pustki; wiecznie poszukuje nowych form wyrazu, w dzisiejszych czasach tak oryginalnych, co... cóż, krótkich.
Czasy się zmieniają, a my zmieniamy się z nimi. Kiedyś mierziły mnie teksty, które ciągnęły się na jedną/dwie strony - wolałem czytać pokaźne tomiszcza powieściowe albo chociaż opowiadania długością zakrawające na noweletki.
Później stwierdziłem, że tzw. "szorty" też są całkiem w porządku - nawet w trzech, czterech, pięciu tysiącach znaków można stworzyć wciągającą fabułę. Następnie musiałem przekonać się do drabble, czyli stusłówek. I znowu: ograniczenia formalne wynikające z nowego gatunku pod palcami zręcznego pisarza stają się zaletami, a nie wadami. Narzucanie sobie ograniczeń to jedna z najlepszych metod rozwoju.
I tak w końcu natknąłem się na Microspores autorstwa Jeffa Noona (polecam nr 4, genialne). Właśnie skończyłem jego powieść TV Ciał0 i jak zawsze po satysfakcjonującej lekturze postanowiłem zagłębić się w Internecie w poszukiwaniu ciekawostek.Noon jako pisarz awangardowy ma wiele ciekawych teorii. W Ghost on the B-Side pisze na przykład o dub fiction, czyli metodzie "remiksowania" utworów literackich w sposób niemal DJ-ski, wraz z samplami i zniekształceniami, tak aby wyłoniło się coś w rodzaju "podświadomości" tekstu.
To jednak na przyszłość. :) Chwilowo zająłem się "mikrosporami".
Noon narzucił sobie ograniczenie 140 znaków wynikające z publikowania na Twitterze i stworzył dziesiątki takich dwu-, trzy-zdaniowych historyjek-obrazów. Dokładnie taki sam limit znaków pojawia się w SMSach z polskimi znakami (normalnie mamy 160 w kodowaniu 7-bitowym), choć często zmniejsza się do nawet 70 (16-bitowe).
140 to jednak dobra liczba do eksperymentacji. Więc zamiast takich literek-Twitterek i mikrozarodków wziąłem się za SMSmeryzm. Tak jak "mikrospory" są to obrazy lub zalążki fabularne. Wspaniała rzecz, jeśli ma się jakąś niewykorzystaną, nie przystającą do niczego scenkę. Język polski, ze względu na długość słów, dociska to imadło ograniczeń aż do chrzęstu sylab, ale przez to jest jeszcze ciekawiej.
Przedstawiam więc pierwszą ósemkę, zebraną kolektywnie z najprzeróżniejszych szczątków pomysłów. Mam nadzieję, że w miarę regularnie ukazywać się będą kolejne:
#1
Zebrali Piaski Czasu i wydmuchali z nich tafle szkła. Czas
za oknami płynie teraz wolniej; nie marnuje się. Wkrótce wmontują je w
kineskopy.
#2
Uliczny mim zastygł do wtóru oklasków w głębokim ukłonie,
nieruchomy. Jego astralne ciało posłusznie zanurzyło dłonie w kieszeniach
widzów.
#3
Już dziś, 19:30. Zespół Five
of Me, czyli On i cztery klony. Istny człowiek-orkiestra, wirtuoz, sam gra
na wszystkim. Z klonem wjazd gratis!
#4
Kapłan pomodlił się do boga o aktywację zaklęcia. Z nieba
spadła upragniona mana – całe 20 punktów. Dokładnie tyle ile bóg wyrzucił
kośćmi.
#5
Wychynął z Kokonu ledwie na 5 minut; tyle się postarzał.
Zdmuchnął wszystkie 300 świeczek na torcie, zjadł kawałek i wrócił do hibernatora.
#6
Przy trzecim ciele zostawił policji wiadomość. Podpisał się:
Kot Schrödingera. Nad ranem wywieszono plakaty: Poszukiwany Żywy Lub Martwy.
#7
Spotkali się u zbiegu równoległych światów, przed kwantowym
lustrem z napisem Poznaj Innego Siebie.
To była miłość od pierwszego wejrzenia.
#8
Odkąd zabrała dzieci, eks-żona była mu zimna i odległa jak
kometa. Obserwował ją po raz pierwszy od 20 lat, z okiem przy lunecie snajperki.
Można rozsyłać znajomym na komórki :)
Śpij, królewno, śpij... (2014), czyli miłość jak ze snu
To nieco już starsze opowiadanie, bo pochodzące (według daty na pliku) z roku 2012, ukazało się właśnie w znanym czasopiśmie internetowym Creatio Fantastica, choć - wyjątkowo - pod adresem tymczasowym. Nie wiem, czy wynika to z problemów ze stroną właściwą, czy ze zmianą domeny, cieszę się jednak, że tak czy inaczej opublikowano je pod tym szyldem. Bo w zasadzie spisałem je już na straty i wesoło gniło sobie w "szufladzie", a tu niespodzianka. Naczekałem się gdzieś od listopada, ale było warto.
"Śpij, królewno, śpij..." można przyrównać do innych moich tekstów, w których podejmuję się pierwszoosobowej narracji z perspektywy niewidzialnych istot, czyli do "Zakochanej zmory" i "Ślepego stróża". Różnica jest taka, że tym razem tekst wprost ocieka senną atmosferą, a proza jest o wiele bardziej "poetycka" niż w poprzednich dwóch utworach.
W samym środku opowiadania pojawia się również wiersz, będący jakąś tam próbą oddania wesołego, słowotwórczego oniryzmu, jaki znaleźć można w dziełach Lewisa Carrolla czy chociażby w "Finnegans Wake" Jamesa Joyce'a. Był to jedyny właściwy sposób na oddanie klimatu najgłębszego snu, w jakim zanurzają się bohaterowie. Prawie jak w "Incepcji", taki spadek w Limbo, tylko że wierszem...
Przyjrzałem się teraz świeżym okiem i w zasadzie nadal podoba mi się ten wiersz. Opowiadanie zresztą też. Spodziewałem się, że wychwycę zaraz masę błędów i niedociągnięć, ale ten senny klimat przyjemnie porywa. Przygotowuję się teraz do napisania czegoś dłuższego w temacie oniryzmu, snów, itp., więc dobrze wiedzieć, że jakoś mi to wychodzi ;)
Miłośnicy greckiej mitologii również nie powinni być zawiedzeni - na ile zbadałem sprawę, a badać lubię, wszystkie szczegóły dotyczące bogów i bożków się zgadzają. Ciekawie też wyobrażać sobie, że ONI, greccy bogowie, nadal działają we współczesnym świecie w sferach, które im powierzono.
Zapraszam więc na drugą stronę poduszki - tylko mam nadzieję, że nie podczas lektury :)
Link do opowiadania (Creatio Fantastica #44)
(Wszystkie prawa zastrzeżone)
Edit:
I jeszcze okładeczka z moim nazwiskiem, he, he:
B. W. (wersja dla czytelników alfa) poszła w świat
Druga wersja powieści (roboczo B. W.), czyli taka już do czytania, oficjalnie trafiła w dłonie towarzysza Pierwszego Czytelnika i poddawana jest obecnie skrupulatnej analizie. Albo leży gdzieś na sofie u kumpla. Jedno z dwóch.
Tak, siak czy owak, zbierają się czytelnicy alfa. A jeśli ktoś jeszcze miałby ochotę zostać tego typu doświadczalnym królikiem i "doświadczyć" lotu w dół króliczej nory moich wypocin, niech trąbi w surmy, wali na maila, pisze sesemesa, pyta nieśmiało osobiście, wysyła sygnały telepatyczne czy komunikuje się każdym innym medium pięcio- czy sześciozmysłowym - albo w kolejkę po papierową wersję (niestety tylko jedna taka istnieje, szkoda lasów, zwłaszcza wiekowych drzew tuszodajnych), albo bez kolejki po elektroniczną (PDF). Jest to niewątpliwie niebywała okazja, aby skrytykować mnie bez konsekwencji (normalnie gryzę) i wygarnąć mi, co źle napisałem. ;)
A ja tymczasem roztwieram folder z obrazkami inspirującymi mnie do powieści i zamieszczam taki oto rarytas:
See you on the other side!
Subskrybuj:
Posty (Atom)





























