Sekretny gaz (2017), czyli pierwszy wdech świata magii


Kiedy Ostatni dzień pary miał swoją pierwszą - i na szczęście nie (nomen omen) ostatnią - edycję, wziąłem udział w konkursie, gdyż chciałem spróbować swoich sił w opowiadaniu post-apokaliptycznym. Wyszło to jak wyszło, nie mnie oceniać. Dość, że sam gatunek jako materia pisarska nieszczególnie przydał mi do gustu. Dlatego z okazji drugiej edycji, już jako gość, postanowiłem złożyć na ręce organizatorów utwór ze znacznie bliższego mojemu sercu steampunku. I tym razem jestem z efektu końcowego więcej niż zadowolony.

Czysto teoretycznie Sekretny gaz to nie steampunk, a steampunkowe fantasy (bądź też, jak określa się to po angielsku, gaslight fantasy) - przebywamy bowiem w innym niż nasz świecie. Bohaterem jest młody ulicznik, Ambrose Hyde, którego jedynym marzeniem w życiu jest zostać królewskim szpiegiem. Jako królik doświadczalny pewnej sławnej chemiczki, Hyde testuje dla niej właściwości jednego z gazów szlachetnych, kryptonu, którego wdychanie pozwala stać się niewidzialnym. Młodzieniec wykorzystuje tę zdolność, by śledzić ludzi, walczyć na ulicach metropolitalnego Ramsay-nad-Strutton i generalnie denerwować zaprzyjaźnioną inspektor policji. Kiedy w barze tlenowym w tajemniczy sposób zginie bankier, Hyde otrzyma szansę pokazania pełni swoich umiejętności, śledząc tajemniczego mordercę.

Znakomita ilustracja do opowiadania autorstwa Sanitariusz Dżungli.

Sam świat przedstawiony w opowiadaniu to część większego projektu, nad którym pracuję już od jakiegoś czasu. W opowiadaniu wspomniane są właściwości magiczne kryptonu i neonu, ale sam system magii obejmuje, rzecz jasna, wszystkie gazy szlachetne. Mieszanie motywów epic fantasy ze steampunkiem to świetna zabawa, ale szykowana powieść, czysto objętościowo, chwilowo nieco mnie przeraża. Może pojawi się jeszcze kilka opowiadań o pobocznych postaciach, jak w przypadku Hyde'a. Zobaczymy.

A na razie chciałbym gorąco podziękować wszystkim, którzy poświęcili czas i nerwy, by Ostatni dzień pary II mógł ujrzeć światło dzienne. Ja, cóż... ja tylko wykrzesałem spod palców tak dobry tekst, jak potrafiłem. To inni musieli w nim grzebać, poprawiać i znosić moje narzekania, nie wspominając już o rozlicznych korektach, składach, promocji i media relations. Nie będę wymieniał tu nazwisk. Wystarczy spojrzeć na stronę redakcyjną antologii i czarno na białym widać, jaka to rzesza ludzi.

Dlatego w imieniu swoim, współautorów i wszystkich zaangażowanych serdecznie zapraszam do lektury! :)

Link do antologii Ostatni Dzień Pary II (Sekretny gaz, strona 155 - PDF, EPUB, MOBI)


Bąbelek (2016), czyli mózgożerca bonsai


W jesiennym Wydaniu Specjalnym Szortalu na Wynos, tematycznie poświęconemu grozie, ukazało się moje krótkie opowiadanie (300 słów), zatytułowane "Bąbelek". To absurdalne spojrzenie na apokalipsę zombi oraz na to, jak często ignorujemy zagrożenia wynikające z trzymania w domach niebezpiecznych istot i/lub przedmiotów.

Zapraszam do lektury! :)

Link do opowiadania (Szortal na Wynos Wydanie Specjalne - Jesień 2016, PDF, EPUB, MOBI)
(Wszystkie prawa zastrzeżone)

Opowieść o wątłej imienniczce (2016), czyli subtelna groza


Na stronie Oficyny Wydawniczej RW2010 pojawiła się nowa antologia grozy, "Zapomniane historie", w której można również znaleźć moje opowiadanie. Towarzystwo autorów zacne, utwory na najwyższym poziomie, a cena to marnych 9 złociszy. Grzechem byłoby nie skorzystać. :)

W "Opowieści o wątłej imienniczce" młody narrator bez powodu wrzuca życie na pauzę i wyjeżdża na tydzień w góry. W hotelu poza sezonem spotyka starszego biznesmena - i to, dość niesamowicie, swojego imiennika. Pewnego wieczoru mężczyzna opowiada mu historię dziewczyny, którą kochał za młodu, oraz grobu jej imienniczki, znalezionego na lokalnym cmentarzu.

Idea "grobienników" fascynuje mnie od dawna. Nie miałem jeszcze dotąd okazji zobaczyć nagrobka ze swoim imieniem i nazwiskiem i sam nie wiem, czy chciałbym uświadczyć podobnego widoku. Pewna kobieta powiedziała mi kiedyś, że miała wujka, który zmarł, i który nazywał się tak samo jak ja, minus jedna inna literka w nazwisku. To wystarczyło mi za grozę na dłuższy czas...

Początkowo opowiadanie nie miało szkatułkowej formy i stanowiło część zupełnie innej fabuły. Wyłuskałem jednak esencję historii na potrzeby antologii i opatrzyłem ją nową formą. Jestem całkiem zadowolony z pozbawionej ozdobników narracji i z nastroju opowiadania. I mam nadzieję, że inni czują podobnie.

Zapraszam do lektury - w sam raz na Halloween! :)

Link do opowiadania (Antologia "Zapomniane historie", RW2010 - PDF, EPUB, MOBI)
(Wszystkie prawa zastrzeżone)


Edit:
Jest też do pobrania darmowy fragment antologii - o, TU.

Ze sposobów znęcania się nad zwierzętami (2016), czyli okapi okapi okapi


"Ze sposobów znęcania się nad zwierzętami" to kolejny tekst na Niedobrych Literkach, gatunkowo może bliżej absurdu i satyry niż pełnokrwistego bizarro, zapędzający się jednak w sceny na tyle dziwaczne, że nie miał prawa zostać opublikowany nigdzie indziej niż w tej ostoi literackiej osobliwości.

Nie od dziś wiadomo, że zwierzęta to dla piszącego wspaniała okazja na ukrycie pod futrami, piórami i sierścią pewnych ludzkich zachowań czy schematów. I tutaj nie jest inaczej. Wspomniany tekst to nie zachęta do zoo-sadyzmu, a raczej refleksja nad relacjami międzyludzkimi, międzyzwierzęcymi i ludzko-zwierzęcymi. Czasem robimy coś sobie nawzajem, czego nie zrobilibyśmy nawet zwierzętom. I odwrotnie: czasem zwierzęta cierpią tak, jak nigdy nie cierpiał człowiek.

Tak czy inaczej, kto nie chce doszukiwać się głębi, zawsze znajdzie też dobry humor.

Zapraszam do lektury :)

Link do opowiadania (Niedobre Literki)
(Wszystkie prawa zastrzeżone)



P.S. A na deser moje ulubione okapi. (Oczywiście na deser w przenośni. Nie jedzcie okapi. Są słodkie, ale nie w tym sensie...)


Krótki tragiczny żywot barowego neonu (2016), czyli metafizyka gazów szlachetnych


Na niezawodnych Niedobrych Literkach ukazała się polska wersja opowiadania wcześniej opublikowanego na Bizarro Central TU, czyli "Krótki tragiczny żywot barowego neonu".

Jest krótko.
Jest tragicznie.
Jest neonowo.

Zapraszam do lektury :)

Link do opowiadania (Niedobre Literki)
(Wszystkie prawa zastrzeżone)


The Short Unhappy Life of a Neon Bar Sign (2016)


Drugie już opowiadanie po "Dotting the Is" auto-przetłumaczone i opublikowane na Bizarro Central.

Co można o nim napisać? Niewiele. Bizarro niech samo się broni swoją dziwnością.
Wyklepałem je na maszynie do pisania, zaczynając od tematu "neon" i idąc przed siebie zdanie po zdaniu bez wiedzy o tym, jak to się skończy. Rzadko tak robię, wolę jednak mieć plan, zanim usiądę do pisania, ale takie discovery writing na pewno daje więcej swobody. Zwykle korzystam z niego przy tworzeniu grozy.

Tytuł to odniesienie do opowiadania Philipa K. Dicka "The Short Happy Life of the Brown Oxford" ("Krótki, szczęśliwy żywot brązowego oxforda"). Jeśli ktoś miał kiedykolwiek wątpliwości, dlaczego PKD jest inspiracją dla tak wielu twórców bizarro, wystarczy spojrzeć na to opowiadanie o ożywionym bucie, jak również na utwory "Maszyna zachowawcza" (ten sam szalony naukowiec od oxforda przerabia utwory muzyczne na zwierzęta), "Nieprzystosowanie" (w którym mężczyzna hoduje sobie w ogródku statek kosmiczny) czy chociażby "Kobziarz wśród drzew" (gdzie rekruci na stacji wojskowej zaczynają myśleć, że są roślinami).
Poza tytułem i lekkim motywem religijnym "The Short Unhappy Life of a Neon Bar Sign" nie ma może wiele wspólnego z Mistrzem, ale Dicka zawsze warto polecić. Pisałem z niego magisterkę, to wiem :)

Zapraszam do lektury!

Link do opowiadania (Bizarro Central)
(Wszystkie prawa zastrzeżone)

Tkanka (2016), czyli w pętli architektury


Tkanka miejska, tkanka ludzka. Taką tematykę, w największym skrócie, obrałem dla opowiadania do City 3. Antologii polskich opowiadań grozy Wydawnictwa Forma. Niezwykle się cieszę, że zaproszono mnie do udziału w projekcie, gdyż a) dawno nie miałem okazji napisać nic w klimatach grozy oraz b) występowanie w jednej antologii z autorami o ugruntowanej pozycji - a do tego w trzeciej odsłonie znanej serii - to niemały zaszczyt.

"Tkanka" to historia miasta oraz młodego mężczyzny, Aleksandra, który wiedzie w tymże mieście typowo szarą egzystencję. Wszystko się zmienia, gdy Aleksander staje się świadkiem samobójstwa sąsiada i zaczyna dostrzegać na skórze ludzi dziwne, wyrastające z tkanki budynki, jak gdyby skopiowane w miniaturze z samego miasta. Wkrótce budynki wykwitną na skórze kogoś, na kim mu zależy...

Jako tło dla miejskiej grozy posłużyła mi Łódź, miasto wyjątkowo obdarzone industrialnym (anty-)urokiem, pełne ciemnych przejść i zaułków... Cóż, przynajmniej do niedawna. Już na etapie pisania, kiedy część akcji umieściłem na łódzkim Offie, setting stał się mocno nieaktualny - Łódź się rozwija, upiększa i przybiera w kolory inne niż odcienie szarości. Niemniej - licentia poetica - takie miasto, brudne i smutne, zawsze pozostanie w mojej pamięci. Ostatecznie szklane wieżowce i modne lokale nie są aż tak wypełnione tajemniczą grozą. Korporacje i kluby to już groza zupełnie innej kategorii; jak gdyby mniej... fantastyczna.

Tak czy inaczej, zapraszam do zapoznania się z "Tkanką" w trzeciej odsłonie serii City. Znajdziecie tam dziwne zjawiska, lekko antyspołecznych bohaterów oraz utwory Joy Division. Czego chcieć więcej?



WIĘCEJ można chcieć dobrej grozy. Antologię, w pełnym wymiarze dwudziestu trzech opowiadań, znajdziecie na stronie wydawnictwa:

Link do opowiadania (Wydawnictwo Forma).

Zapraszam do lektury :)


City 3. Antologia polskich opowiadań grozy
Kazimierz Kyrcz Jr & Adrian Miśtak NIE TYLKO KOCHANKOWIE PRZEŻYJĄ
Dariusz Barczewski EKOSYSTEM
Tadeusz Oszubski ROMEK
Marek Grzywacz WSKAŻ MI!
Monika Jaworowska KAMERA
Bartosz Orlewski POKÓJ, KORYTARZ
Dawid Kain LABIRYNTOGŁOWY
Jarosław Turowski RYBKI
Zeter Zelke SOWIK MUSI ODEJŚĆ
Kornel Mikołajczyk TKANKA
Krzysztof Maciejewski CALPTREVAC
Piotr Roemer GRACIE MECZA?!
Iza Szolc KREW TO ŻYCIE
Artur Daniel Liskowacki DZIEŃ ARCHANIOŁA
Maciej Żytowiecki MOKILKA
Roman Aleksandrowicz ĆMY
Juliusz Wojciechowicz OKNO
Agnieszka Kwiatkowska TRUPI POCIĄG
Marek Zychla FIRST AID
Anna Szczęsna BŁYSK
Dariusz Muszer PAJĄK
Artur Olchowy MELOMAN
Kazimierz Kyrcz Jr & Michał J. Walczak GRANIE NA CZEKANIE
Posłowie (Ksenia Olkusz)

P.M.S. Ziemia! (2015), czyli Gaja jako kobieta


Ziemia. Matka Ziemia. Czyli kobieta.
Na której kulturze by nie oprzeć rozważać, nasza planeta niemal zawsze jest płci żeńskiej. TA planeta. Gaja. Terra. Pierwiastek yin.

A skoro kobieta, to czy dokuczają jej także typowo kobiece dolegliwości?

Na tym absurdalnym - bo utrzymanym w gatunku bizarro fiction - pomyśle opiera się właśnie poniższe opowiadanie: "P.M.S. Ziemia!", które ukazało się na Niedobrych Literkach. Utrzymane w klimacie marynistycznym, opowiada o świecie, w którym Okres Gai, Matki Ziemi, sprzęga się z menstruacją wszystkich kobiet na świecie, tworząc planetę, na której zarówno kobietom, jak i mężczyznom, żyje się ciężko: miesiąc po miesiącu. Pewnego dnia grupka marynarzy wpada jednak na genialny pomysł...

W perspektywie zdrowego rozsądku opowiadanie to może się wydawać niedorzeczne, jednak biorąc pod uwagę sam gatunek, jest to zaledwie maleńkie, dziwne stworzonko przy ogromnych dziwadłach z głębin biz-kosmosu.
Co więcej? Szanty na potrzeby opowiadania napisałem sam, poza jednym fragmentem "Sześć błota stóp". Polecam tę wersję - KLIK! Fragmenty z perspektywy Gai zainspirowane pierwszym rozdziałem "Satan Burger" Carltona Mellicka III.

I to tyle.

Zapraszam na czerwone morza - kotwica w górę!

Link do opowiadania (Niedobre Literki)
Wszystkie prawa zastrzeżone

Zgubne skutki zaniedbania (2015), czyli dylemat wampira



Na Szortalu można przeczytać krótkie opowiadanko - w formacie 300 słów - o wampirach i o tym, dlaczego higiena jest ważna nawet, gdy jest się nieśmiertelnym krwiopijcą.

Zapraszam serdecznie :)


Link do opowiadania (Szortal)
(Wszystkie prawa zastrzeżone)

Zapowiedź "Hardboiled" - antologii nowel neo-noir!


Z prawdziwą przyjemnością przedstawiam pierwszą zapowiedź wyjątkowej antologii z pogranicza hardboiled, neo-noir, horroru, cyberpunku i wszystkiego, co mroczne, jadowite, cyniczne i wielkomiejskie:

W czyśćcowym, postapokaliptycznym Ghost City bezwzględny mściciel Tex Harley toruje sobie drogę do prawdy – drogę usianą trupami wrogów, opornych informatorów i nieszczęśników, na których dostał płatne zlecenie. Żądny zemsty, pozbawiony pamięci łowca nagród przeczesuje mroczne zaułki dekadenckiego miasta, odkrywając kolejne krwawe szczegóły brutalnego morderstwa swojej ukochanej Lany – kobiety ulotnej i tajemniczej jak zagadka, którą Tex musi rozwikłać.

W zaśnieżonej, ponurej Warszawie podstarzały, nadużywający alkoholu detektyw otrzymuje nietypowe zlecenie. Musi dokonać niemożliwego – udowodnić niewinność młodej kobiety, w towarzystwie której w niewyjaśniony sposób umierają kolejni mężczyźni. Wystarczy, że zasną, a już nigdy nie otworzą oczu. Na szali Temidy ważą się losy honoru detektywa oraz zagrożonego egzekucją życia Modliszki, a droga do prawdy wybrukowana jest zjawiskami wymykającymi się racjonalnemu postrzeganiu.

Na zdewastowanym osiedlu zamieszkałym przez najgorsze społeczne męty, zaprawiona w typowych dla patologicznych blokowisk bojach heroina toczy nierówną walkę o swoją duszę. Przygarnia także pod swoje skrzydła Młodego – chłopca, który jeszcze nie do końca zdążył nasiąknąć wszechobecnym złem gnieżdżącym się w mikrokopii piekielnego miasta. Lochę i Młodego zaczyna łączyć tajemnicza więź – więź zdolna zatrząść w posadach blokowiskiem tonącym w złowrogim cieniu wciąż rosnącego muru o ludzkich tkankach.

XXII wiek nie musi oznaczać braku zapotrzebowania na prywatnych detektywów. W cyberpunkowym Gigalopolis klasycznie błyskotliwy Valter Fingo do spółki z hologramową, zjawiskowo urodziwą asystentką Luką i półmechanicznym kotem o umyśle człowieka porywają się na każde, nawet najbardziej skomplikowane zadanie; są przecież specjalistami od spraw niemożliwych. Jedna z nich wydaje się wręcz podręcznikowo „niemożliwie” zagmatwana, do tego mruga skośnym okiem chińskiego erzacu.

Hardboiled to cztery nowele o mrocznych, nacechowanych fantastyką fizys, odziane w klasyczne płaszcze noir – to mariaż komiksowego horroru, cyberpunku i onirycznej grozy z czarnym oldschoolowym kryminałem.

Daj się oczarować pulpową brutalnością, szarym spleenem i cyniczną ripostą.
Daj się ugotować.
Na twardo!

Autorzy:
Juliusz Wojciechowicz
Robert Ziębiński
Marek Zychla
Kornel Mikołajczyk
Mariusz Czubaj (wstęp)

Okładka – Darek Kocurek
Strony komiksowe – Maciej Kamuda
Wydawnictwo – Gmork
Data wydania – październik 2015

Piekło/Niebo | Sztuka składania | Zasklepienie


Na Niedobrych Literkach przeczytać można trzy nowe opowiadania mojego autorstwa, po trzysta słów każde. Ostatnio bardzo mi odpowiada ta forma - zawsze wydawało mi się, że limit stu słów w drabble to odrobinę za mało. Niektórym pasuje. Mi nie. Na własny użytek nazywam te 300-słówka tribble.

Piekło/Niebo powstało jakiś czas temu i parodiuje dziwne fetysze i preferencje seksualne pod przykrywką metafizycznych rozważań. Tak będzie wyglądał świat, mam wrażenie, im dalej w przyszłość.

Sztuka składania rozwinęła się (jak origami) z jednozdaniowego pomysłu i traktuje o magicznym niemal składaniu ludzi w nowe formy. Czasem aż miło by było zmienić się w coś lepszego.

Zasklepienie dopisywałem co jakiś czas zdanie po zdaniu, aż uznałem, że warto by zamknąć tę historię. Krótko mówiąc: zakupoholizm i konsumpcjonizm, którego nie znoszę z różnych powodów.

Zapraszam do lektury :)

Link do opowiadań (niedobre literki)
(Wszystkie prawa zastrzeżone)

Moja dziewczyna hoduje wyspy (2015), czyli słowo o kępach i zaratanach


Rzadko się zdarza, że pierwszym, co wymyślę do opowiadania jest tytuł - a już zwłaszcza wskutek zmywania. Ale tak właśnie było z "Moja dziewczyna hoduje wyspy", opowiadaniem na pograniczu romansu i bizarro (bizarromans!), z irlandzko-angielską problematyką w tle, które ukazało się w niedobroliterkowej antologii Bizarro dla zaawansowanych.
Pamiętam właśnie to: że zmywałem akurat naczynia (a wiadomo, co na ten temat mówi Agatha Christie) i nuciłem przy okazji pod nosem mało znane coś, co nazywa się "This Place Is Violent" równie mało znanego zespołu Crooked Necks. Ale i we mnie, jak u Dame Christie, rodziły się już myśli o zabójstwie z użyciem niebezpiecznej sosjerki, więc z nudów przeinaczałem sobie w głowie refren utworu, aż w końcu wyszło mi z tego "This Place Breeds Islands". Głupota. Przypadek. Mondegreen. Ale ćwiczenie umysłowe pomogło mi się zastanowić, jak można by, bizarrycznie rzecz biorąc, krzyżować, rozmnażać i hodować te wyspy. Wynikiem jest to opowiadanie.

Za samą formę podania i styl obwiniam Harukiego Murakamiego. Czytałem akurat którąś z jego powieści w ramach literackiego detoksu od smoków, robotów i innych cudów szeroko pojętej fantastyki i gdy zacząłem pisać, odrobina jego raczej prostej stylizacji, pozbawionej wydziwiania, rzetelnej, zaczęła się przesączać na karty. Zwłaszcza widać to na samym początku. Zaskakująco, spodobała mi się taka forma i mimo że tematyka i gatunek były jak najdalsze od mainstreamu, utrzymałem to do końca opowieści.
Tej dziwnej, dziwnej opowieści o hodowaniu wysp, która zaczyna się całkiem niewinnie.

O tak:

Moja dziewczyna hoduje wyspy
Kornel Mikołajczyk

Tamtej nocy, gdy zapytałem ją o hobby, kochaliśmy się wyłącznie ze strachu.
Któryś z trzeciofalowych odłamów IRA zdetonował bombę na dworcu przy Great Victoria Street dokładnie sześć minut po tym, jak odebrałem Islabelle z pociągu o 18:37. Celem ataku była najpewniej delegacja ministerstwa transportu z Londynu. Szczęśliwie, podobnie jak my dwoje, Anglicy uszli z życiem. Ucierpiały jedynie asfaltowa nawierzchnia peronu, plastikowy kosz na śmieci i metalowy dźwigar; a poza tym absolutne drobiazgi: dziesiątki bębenków usznych oraz nasz spokój ducha.

Jesień leśnych ludzi (2015), czyli mój przyjaciel drzewo


Opowiadanie fantasy, które ukazało się właśnie w Creatio Fantastica #48, musiało czekać na swoją szansę dobre pół roku. Wtedy to właśnie zostało wyróżnione w IV Ogólnopolskim Konkursie na Opowiadanie Fantasy im. Krystyny Kwiatkowskiej - tak zwane "zawsze coś". Ale w tekście tkwił jeszcze jakiś potencjał i nie zamierzałem zostawić go w tym stanie, więc po solidnej poprawce wysłałem go do publikacji. No i dobrze zrobiłem, bo został przyjęty.
W Creatio Fantastica, gwoli przypomnienia, publikowałem już kiedyś "Śpij, królewno, śpij": także nieco bajkowe fantasy.

"Jesień leśnych ludzi" jest o naturze - i o Matce Naturze, i o ludzkiej naturze: potrzebie rozwoju, podboju i zagarnięcia. Z jednej strony mamy pół-drzewiastych leśnych ludzi mieszkających w Dziewiczej Kniei, z drugiej tak zwanych "miastowych" z betonowego molocha, czyli Wielkiego Miasta. Pośrodku zaś - chłopca. W tej oto prostej formule próbowałem zawrzeć moje własne dziecięce obawy dotyczące rzeczy, o których dzisiaj już myślę niewiele: wycinka drzew, niszczenie natury, rozrastanie się miast... Podobnie jak mój bohater, większość dzieciństwa spędziłem bowiem w lasach, na spacerach, wspinając się na drzewa, goniąc za żabami, walcząc na patyki. Może nie non-stop, że aż policja musiała mnie szukać, ale konsekwentnie. A potem przyszła cywilizacja: telewizja, komputer... i jakoś zapomniałem o moich drzewiastych przyjaciołach. W try miga. Z prędkością złącza internetowego.
Jest tu trochę baśniowości, dużo fantasy, szczypta horroru. Zrezygnowałem z dialogów na rzecz szerszej impresji - i tak nie byłoby ich za dużo, a wytrącałyby z rytmu opowieści.
I tyle.

Zapraszam do lektury - przez drzwi do lasu ;)

Link do opowiadania (Creatio Fantastica #48)
(Wszystkie prawa zastrzeżone)



P.S.
A tak wyróżnienie odbierałem... ;)


Vatican City Superstar (2015), czyli papieski rock and roll


Gdzieś w mediach rzucono uwagą, że nasz nowy papież jest jak gwiazda rocka. Szalenie popularny, przyjazny, jeździ na jakieś egzotyczne trasy po świecie, i tak dalej, i tak dalej...
I faktycznie, uznałem, że to prawda. W dużej mierze. Ale jednocześnie - gdzieś drugim torem przeznaczonym na absurdalne rozważania - zacząłem się zastanawiać, co by było, gdyby papież faktycznie był gwiazdą rocka. Albo miał takie ambicje, zadatki. Jak by wtedy wygląda Stolica Piotrowa? Jak wyglądałby Watykan, kogo by kanonizowano?
I stąd właśnie to opowiadanie. Rychło w czas, bo za tydzień druga rocznica pontyfikatu.

Nie wydaje mi się, żeby treści zawarte w tekście kogoś szczególnie obrażały. Wszystko zbudowałem na prostej analogii między papieżem a rockmenem i między religią a muzyką. To rodzaj ćwiczenia umysłowego na temat, jak wiele wspólnych elementów można znaleźć w obu zbiorach. Nie kierowała mną żadna idea, antyklerykalna, antypapieska czy inna. Jak śpiewają Lao Che, "Rzuciłem palenie i kościół też, do pierwszego czasem wracam, do drugiego nie." Tyle w temacie, z mojej strony.
Ale myślę, że bardzo wiele osób traktuje muzykę, swój własny - wysublimowany przecież! - gust jak religię, coś, co nie zawodzi, w co można uwierzyć, co jest na wyciągnięcie ręki, gdy potrzeba wsparcia. O ile dziwniej, ale i ciekawiej wyglądałby nasz świat, gdyby muzyka stała się religią zorganizowaną, z klerykami głoszącymi z ambon: "Słuchajcie, znalazłem wczoraj wyczesany kawałek; chór, do pieśni!". No, ale to tylko taka sfera bizarrycznych marzeń niżej podpisanego. Reszta - w opowiadaniu.

Zapraszam do lektury, z papieskim namaszczeniem:

Link do opowiadania (Niedobre Literki)
(Wzystkie prawa zastrzeżone)


Rock on!


O tym, jak w prosty sposób i niewielkim sumptem uzyskać w życiu magiczny realizm (2015)



Nie, to nie porady natury pijacko-literackiej, a tytuł krótkiego opowiadania, które przeczytać można na Szortalu.

Napisałem je, ponieważ przypomniała mi się uwaga, rzucona kiedyś podczas zajęć z literatury przez wykładowcę - że magiczny realizm w dużej mierze przypomina stan upojenia alkoholowego. Można zobaczyć różne rzeczy, które tak naprawdę - po bliższym zapoznaniu się z nimi - okazują się czymś zupełnie innym, ale istnieją przez krótki moment w tym magicznym stanie. Omawialiśmy właśnie Rushdiego, Szatańskie wersety, którego tak naprawdę pamiętam trzy po trzy. Ale coś w umyśle połączyło mi się z ulubionym fragmentem o pijaństwie - z Zabicia ciotki Andrzeja Bursy:

Próbowałem zgadywać, który z dwóch bliźniaczych przedmiotów jest prawdziwy, a który urojony, i na ogół udawało mi się to. Mimo to miałem nogawki mokre od wstępowania w urojone kałuże.

Wziąłem więc pomysł na warsztat i machnąłem szorcik o poszukiwaniu wiedzy w literatkach. Taki o, rozrywkowy, bo upijać to się trzeba tylko tak - na wesoło!

Zamiast wykładowcy pojawia się Mandaryński Mędrzec Mao Sen-Tzu - postać samozwańczego filozofa, z którą już kiedyś coś tam dłubałem. Wprosił się do opowiadania i został, więc niech mu ten debiut lekkim będzie. Może jeszcze kiedyś powróci.

Zapraszam do lektury :)

Link do opowiadania (Szortal)
(Wszystkie prawa zastrzeżone)